moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-

dekoratoria

środa, 15 grudnia 2010

 

Bardzo odczuwam przemijanie czasu. Mam niewyraźne wrażenie, że nie panuję nad moimi życiowymi ruchami. Jedynie poddaję się tej silnej fali działania. Czemu o tym piszę, ano dlatego, iż na codzień nie mam świadomości tego procesu. Przypominam sobie o nim wówczas gdy dookoła mnie pojawiają się sytuacje niezwykłe. Niczym sole trzeźwiące. Oczywiście za nimi kryją się przecudowne osoby, i ich bezinteresowna sympatia. Ostatnimi czasy spotkały mnie takie mile uczynki. Tak miłe, że postanowiłam zebrać swoje 4 litery i ruszyć do bloga, aby podzielić się tym i owym. A do tego zima i bajkowa biel za oknem jakoś tak nastraja do zwolnienia tego życiowego pędu...Może nawet dzisiaj pojadę kupić chpinkę. U mnie musi być prawdziwa. Kiedyś mialam nie mały problem, jak sobie wyobraziłam ścinanie takich pięknych drzewek. Teraz gdy powstaly specjalne plantacje jodły kaukaskiej wyrzutów mam mniej. Parę lat temu, gdy zaczęłam spotykać się z M. on staral się mnie wprowadzić w swoją rodzinną tradycję poszukiwań drzewka w lesie. Spacery były piękne, w gęstwinie zaśnieżonych krzaków. Gdy po 2 godzinach wybralam odpowiadającego mi świerczka pojawial się problem, łzy cisnęły do oczu i tyle z tych romantycznych wypraw było.... Nie pozwalałam ściąć drzewka, więc przemoczeni, zmarznięci, z pustymi rekami powracaliśmy do domu. W końcu po paru latach M. dal za wygraną i już mnie nie ciąga na sadystyczne wędrówki, a ja mogę zamęczać panów od choinek przekładaniem kilkudziesięciu krzaków w poszukiwaniu tej najgęstszej:-)Drżyjcie, nadchodzę;-)

Ale do rzeczy: dawno, dawno temu było sobie candy. U Agi z Oazy:-) Wiem, 100 lat temu. A jeszcze wcześniej, Kochana Aga odpowiedziała na moje prośby o piękne poszewki, które akurat przybyły do sklepu w jej miejscowości. I wyobraźcie sobie pognała po nie, obfotografowała, i znów poszła kupić. To nieprawdopodobne,że w tym szaleńczo pędzącym życiu są TAKIE osoby. Po czasie zorganizowała owo candy, chcąc ofiarować komplet przepięknych poszewek w innym kolorze, w takim o którym marzyłam. I co, I WYGRAŁAM:-)))) Oczywiście szybciutko je wysłała. Ale jak je wysłała.... starannie zapakowane, z przemiłą karteczką w środku. Aguś to było naprawdę miłe:-) Dziękuję i przepraszam, że dopiero teraz... Oto wszystkie rozlożone na mojej kanapie. A to te wygrane:  poczekają do lata, na słoneczne dni i nowe mebelki ogrodowe, które mam w planie... Już to widzę: słońce, kwitnące róże i popołudniow kawka w otoczeniu tych ślicznych poduch:-)))

Z kolei czas niedługi temu zobaczyłam u Beaty z BombonierkiDlaTaty inne cuda poduszkowe. Co ta kobieta wyrabia z maszyną to zasługuje na pochylenie czoła ku ziemii. Szyje rózne dziecięce i niedziecięce urocze podarunki, ma tysiące pomysłów i niesamowitą precyzje. Do tego To Kobieta z Krainy Lawendy. Zna ją na wylot i wyczarowuje niesamowite lawendowe cuda.  I właśnie Beata na moje nieśmiałe pytanie gdzie mogę zdobyć jej piękne poszewki stwierdziła, że mi je uszyje. Tak po prostu. W swym zabieganiu i milionie obowiązków znalazła czas.  I własnie 2 dni temu zajrzałam na moją ośnieżoną pocztę, skąd wróciłam wyposażona w paczkę. Na początku oszołomił mnie zapach - lawendy oczywiście. Gdy zamknęłam oczy zobaczyłam całe pole lawendy! Dalej ujrzałam śliczny, romantyczny woreczek. Już wisi u mnie

W dalszej części zobaczyłam dwie najpiękniejsze pod słońcem poszewki. Fakt sama je wybralam, ale zdjęcia ni jak nie mialy sie do oryginału...

zaraz wykopalam jaśki, które czekały na lepsze czasy i oto ONE:

Bardzo wszystkich wytrwale Zaglądających pozdrawiam i nie obiecuję poprawy, ale mam nadzieję częściej pisać:-) Może i internet zagłusza rzeczywistośc, ale pozwala też odszukać piękne dusze z innego końca świata:-)

13:50, pepsione1980 , dekoratoria
Link Komentarze (2) »