moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-

igłą i nitką

piątek, 13 marca 2015

Dzisiaj duża dawka słodyczy w postaci różowego i fioletowego tiulu.

Niedawno na youtube przez przypadek natrafiłam na ciekawy tutorial - jak zrobić baletową spódniczkę bez szycia. Nadarzyła się okazja i do dzieła...

 

Koszt ok 40 zł z przesyłką. Materiał 2 różowe tiule i 1 fioletowy (9 - metrowe /15 cm szerokości), do tego ażurowa guma 40 cm).

 

Powiem szczerze, że efekt przerósł moje oczekiwania. Tutu wyszło słodko do bólu, eteryczne jak mgiełka, taka różowo - fioletowa chmurka.

 

Niestety za modelkę musiał mi wystarczyć cynowy dzban i figurka ceramiczna ;-)

Baletnica przymierzy ją za tydzień :-)

Jak Wam się podoba?

Pozdrawiam serdecznie.

 

Tagi: Tutu
23:14, pepsione1980 , igłą i nitką
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 listopada 2014

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że chcę spróbować uszyć sobie Tildę. Zwracam uwagę na słowo "sobie":-) Bo po pierwsze Tildy zawsze urzekały mnie jako element wnętrzarski, a po drugie już tak mam, że lubię próbować czegoś nowego. A po tzrecie wolę próbować sił na sobie, bo gdyby mi nie wyszło, a Tilda byłaby dla kogoś, to stresu nie uniknę:-) Oczywiście przewertowałam internet, zdjęcia, szczegóły, materiały i szablony. Okazało się, że dobry szablon to podstawa, przynajmniej dla mnie. Tildy różnią się bowiem aparycją głównie ze względu na przyjęty wykrój. I chodzi tu o szczegóły, jak na przykład kształt nosa, szyi, kształtność łokci czy kolan (a włąśnie tego brakuję w części wykrojów). W końcu wybrałam, choć teraz już nie pamiętam skąd, ale jeśli ktoś miałby ochotę to na pewno wynajdzie w ogólnie dostępnych tutorialach. Warto też pamiętać o zostawieniu zapas na szwy - rzecz banalna, ale na niej się podknęłam:-) No i materiał. Wybrałam coś co chyba jest słabej jakości lnem, głównie z powody neutralnego koloru. Jego minusem jest rzadki splot, co daje o sobie znać podczas wypychania. A także dlatego, że na naukę wybrałam coś tańszego. W każdym razie moim pierwszym punktem przystankowym okazała się Twarz. Kluczowa chyba, ze względu na uchwycenie tildowego charakteru> no właśnie jakiego? Zadarty, nieco zarozumiały nosek, ale jednocześnie wdzięczny, no i ta mieszanka nieporadności i wysublimowania:-) Szyłam trzy razy! Nie wyszło super bo okazał się za mały. Szyja chuda, długa, jak u gęsi (takie moje skojarzenie:-). I włosy.....w instrukcjach podają, że najlepsza jest wełna boucle lub pukle lalkowe. Ale takowej nie znalazłam i w końcu postawiłam na prosty lniano - bawełniany sznurek. Fryz według mojego pomysłu. W ogóle w Tildach fajne jest to, że ile by ich nie stworzono, każda jest zupełnie inna. Każdy nada jej inny wyraz twarzy. Tak więc uszłam, wypchałam (rozpruta poduszka z IKEA) upychając końcem pędzla, zszyłam. No i ubrałam. Po skandynawsku, z elementami polskiego folkloru (patrz biała falbanka). Potem wyhaftowałam usta (ja chciałam serduszka, choć są też inne wzory), wtarłam róż do policzków i narysowałam oczy (oczu może nie mieć - takie wersje też są). Spodobała mi się i dlatego zagościła na mojej kanapie. DSCN65490035Zachęcona wynikiem, przy pierwszej okazji postanowiłam uszyć ją dla pewnej 6-latki. buźka wyszła mi lepsza, a do tego dodałam nogi w różany wzór. Ogólnie styl narzucił się sam, jakoś tak spontanicznie, trochę przaśny a trochę retro lata 20-ste. Byłam całkiem zadowolona. Zrobiłam sesje foto moich panien. Tildę numer dwa zapakowałam podarowałam i ....... niestety nauczką dla mnie jest, że to co się podoba 30-to latce niekoniecznie musi się podobać 6-latce. nie wywarłam swym kunsztem lalkarskim żadnego wrażenia. na szczęście przygotowałam w tildowej filcowej torebce prozent dodatkowy - brasoletkę. Okazała się na szczęście godna uwagi. A Tilda poszła w kąt. Może wyciągie ją na 30-te urodziny;-) DSCN65500036DSCN65470033DSCN65460032DSCN65510037DSCN65480034DSCN65530039DSCN65540040DSCN65520038Pozdrawiam :-)

PS Kimkolwiek jesteś proszę daj znać w komentarzu na dole o swojej obecności. Chciałabym wiedzieć czy ktoś tu jeszcze zagląda po mojej tak długiej absencji....

wtorek, 01 lutego 2011

Parę tygodni temu zapadła mi w pamięć rozmowa z Anną Dymną na temat pieczywa. Oczywistym jest fakt, że to produkt symboliczny. Ciekawym wątkiem natomiast pozostawało, w jaki to sposób należy owo pieczywo przechowywać. I tu wyszła ciekawostka- okazało się, że każdy region Polski ma swój związany z tym zwyczaj. Niestety moja centralna pozycja na mapie kraju każe (kazała?) mi trzymać chleb w plastikowej siatce, inaczej reklamówce, zrywce itp. (często takie zawiniątko trafiało do pojemnika na chleb). Poniekąd ma to swoje uzasadnienie: świeży chleb czy bułki zachowują w ten sposób wilgoć do następnego dnia. Pani Anna wyraziła szczere przerażnie na tę wiadomość i za pewne miała rację. otóż województwa południowe z namaszczeniem wkładają pieczywo do lnianych woreczków. I ładniejsze to, i estetyczniejsze, i bardziej zdrowe. Nie pozostało mi nic innego jak szyć.

Po przemyśleniu sprawy i małym rekonesansie, doszłam do wniosku, że pieczywa u nas jest masa. Mężczyzna uwielbia świeże, tak więc na ogół wstaje i jedzie do naszego wsiowego sklepu co rano. Ale, że za dużo nie jemy zostaje dużo piętek, ćwiartek, połówek... Latem wrzucamy do stawu i patrzymy jak ryby się pluskają i skubią. Zimą dotychczas pies zastępował ich miejsce. A teraz nasza Lola wszelkie kromki uznaje za truciznę i zaraz zakopuje... i tak zostajemy z tym wszystkim.  I po takich przemyśleniach uznałam, że potrzebny jest po pierwsze worek na pieczywo niezjedzone, cieńszy aby mogło swobodnie schnąć (sąsiedzi mają kurki i inne zwierzątka chętne okruszkom) oraz po drugie worek na pieczywo świeże - grubszy, aby oddychał i chronił przed utratą wilgoci. Na szczęście mialam trochę wolnego czasu na zabawę z czcionkami i drukarką. Powstał taki komplet:

Oby dwa są dość duże ok.30cm x 40cm.Kremowy jest do świeżego pieczywa.

Beż zaś skojarzył mi się z okruszkami   

Co zabawne, mój komputer też mi pomagał w projektowaniu - chciałam umieścić na froncie jedyni rok 2011, a on sam sobie dopisal 27.01.2011...

Tego samego wieczaru okazało się, iż od worków na chleb niedaleka droga do pieczenia chleba. Zrewalam kartkę z kalendarza ściennego, a tem na odwrocie taki oto przepis:

Słowo "najprostszy" podziałalo na mnie zachęcająco. I takim tez się okazal. Do tego jest niewyobrażalnie dobry, miękki, elastyczny i pachnący. Robiłam z połowy składników i wyszla jedna długa forma na keks. Cyba nie można go zepsuć...bo gdyby można było ja na pewno bym o uzyniła:-) Teraz zjedliśmy już drugi , a M. już wypytuje czy będzie następny. . . .

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Byliśmy zaproszeni w sobotę na kolację do bliskich znajomych. Owi znajomi mają śliczny dom (którego nie pokażę, bo nie pytałam o zgodę) zbudowany z wapiennych kamieni i bejcowanego na brąz drewna. Do tego ogród z żywopłotami z bukszpanu, metrowe krzaki lawendy przy ścianach i trochę winorości pnących się po murze, też wapiennym. Krąży się tam po ścieżkach z granitowego bruku, poprzerastanego mchem. A w środku? Jeszcze lepiej. Ona to kobieta estetka, z zawodu wizażyska. Ich dom to podróż do romantycznej południwej a,la hacjendy. Dla Mężczyzny to przesada i opętanie, taka dbałość by każdy kafel, każdy wieszak pasował do całości. A ja uważam, że to fajne, widać ich pasję i zaangażowanie w tworzenie wnętrza z duszą.  Dlaczego piszę o tej wizycie? Bo do gości wypada iść z czymś. Wino dla Niego i ... woreczek do łazienki dla Niej. Wreszcie mialam okazję odkurzyć kochaną maszynę, pogrzebać w materialach i wytężyć komórki mózgowe, aby wpasować się w prowansalskie klimaty kamiennych łazienek. Wyszło tak:

Woreczek jest duży, większy od kartki A4, z surówki lnianej z wstawką z białej drukowanej bawełany.

Z tym drukiem to był istny cyrk. Jak zwykle przymocowałam materiał do kartki, ale po wydrukowaniu okazało się, że napis wyszedł w górnym lewym rogu, a tusz jest jasnoszary zamiast ciemnoszarego. Generalni efekt ten postanowiłam wykorzystać jako tło do głównego napisu, który po tylu próbach udało mi się wydrukować na szczęście po środku. Po spodem wprasowałam logo, aby nie pozostał bez tożsamości;-) Na koniec koronka, pętelka do zawieszania, prasowanie i poszedł woreczek w świat:-) Nieskromnie powiem, że wysiłki moje zostały docenione:-)))))

Pozdrawiam:-)

środa, 10 marca 2010
Jak postanowiłam tak i zrobiłam.Popołudniową porą powstała poducha:-) A właściwie poszewka na nią w rozmiarze 50x50.
Wykorzystałam dość grubą tkaninę, mieszankę lnu z bawełną, którą nabyłam w łódzkim "świecie lnu". Jest przy tym dość miękka i myślę, że miło będzie przytulić się do niej podczas drzemki na kanapie:-)
Oczywiście wykorzystałam moje zeszłotygodniowe dzieła- wydruki na tkaninie. Myślę, że wyszło całkiem do przyjęcia. Brzegi obszyłam bawełnianą koronką, choć długo się zastanawiałam czy ie zostawić tak jak było, ale jednak miłość do koronek zadecydowała:-)
Poducha znajdzie swoje miejsce w moim pokoju w domu mojej mamy. Jest w kolorach "szałwiowym" i stoją w nim białe shabby chic'owe meble. Myślę, że motyw pierwiosnka, bo tak mi się wydaje (?)(muszę sprawdzić...), w nieco encyklopedycznej formie, będzie pasował. Teraz czekam na wenę do drugiej poduchy- aby parę stanowiła, nie będąc przy tym identyczna. Na zdjęciach widać moje kochane perły, którymi kiedyś obdarowała mnie mama- są na "wielkie" wyjścia:-)
czwartek, 25 lutego 2010
Udało się:-) Uszyłam:-) Pościel:-)
Taki był plan na początek nowego roku. Jak pisałam w poprzednich postach, nieco czasu zajęło mi wyszukanie białej bawełnianej tkaniny, ponieważ sprzedawcy jakoś nie widzą w tym towarze specjalnego interesu... W każdym razie leżąc w łóżku wieczorami, przeliczałam "na oko" potrzebną ilość. Wysłałam zamówienie, pieniążki i kurier dopadł mnie telefonem, gdy mknęłam na nartach ze zbocza Kasprowego Wierchu. Na szczęście Mężczyzna w domu był i paczkę odebrał.
Początkowo miało być śnieżnie biało z koronką, ale gdy przytknęłam do bawełny materiał w róże, nie miałam wątpliwości. Gdy miałam z czego szyć zakupiłam parę metrów bawełnianej koronki (szerokiej i węższej), która zaznacza ale i maskuje połączenie dwóch materiałów.
Projekt powstawał na bieżąca, co za pewne dla wytrawnych krawcowych jest nie do pomyślenia. Przykładałam, układałam, pasowałam i przyszywałam... Największe obawy dotyczyły wymiarów. Wzięłam więc najbardziej pasującą pościel i nią się kierowałam. To było bardzo dobre posunięcie, ponieważ do głowy by mi nie przyszło. iż pościel teoretycznie 200x220 ma wymiar faktyczny 185 na 192..... A poduszka 70x80 to 70x75....
Co do zapięć, to wymyśliłam sobie dość tradycyjną wersję-tasiemki wiązane na kokardkę, żeby tak rustykalnie było.  Moja koncepcja- poszwę wiąże się na spodniej stronie, uszytej na zakładkę, w środek wszyte troczki. Poduchy wiąże się na trzy kokardki z boku, podobnie jaśki. Te ostatnie miały być kompletne do całości, ale po namyśle uznałam, że jak będą tylko białe, z powodzeniem nadadzą się do innych kompletów pościeli. Za to dodałam im falbany z boków. Trochę mnie to kosztowało......zakładki, szpilki, układanie, zszywanie. W konsekwencji na stan obecny powstał jeden jasiek, drugi jest w drodze:-) Ciekawe swoją drogą co Mężczyzna powie na takie klimaty (jak wróci wieczorem). Dzisiaj sypialnia wygląda tak:


SŁODKICH SNÓW ŻYCZĘ:-)

poniedziałek, 15 lutego 2010
Chyba zwariowałam. To wniosek po dzisiejszej mini sesji zdjęciowej. Lecz najprawdopodobniej zadziałał na mnie nastrój karnawałowy- lepiej późno, niż wcale, rzec by można. Po otrzymaniu w prezencie gwiazdkowym wymarzonej maszyny do szycia, okazało się , iż istnieje jeszcze jeden sposób na wydawanie pieniędzy. Materiały, tkaniny, szmatki. Najpierw zaczęłam korzystać z białych lnianych kawałków, zakupionych dawno temu. Trochę koronki i wydawało się, że to szczyt moich marzeń. Teraz dusza zechciała czegoś więcej Przeszukałam internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu bawełny białej, kolorowej, surówki lnianej, lnu w rozmaitych barwach. Wniosek jest taki- trudna sprawa. Lecz nie beznadziejna. Po pierwsze co ciekawsze oferty dotyczą jedynie sprzedaży hurtowej (np.100mb...), bawełna kolorowa występuje na ogół w postaci żółtych i różowych materiałów w myszki, kotki i autka... na razie nie tego szukałam. Len jest pioruńsko drogi. Ale.... przypomniałam sobie o LeroyMerlin:-) Można kupować kawałki już od 20cm:-) Tym sposobem nabyłam:


Kolejne szaleństwo było podyktowane pragnieniem koloru- i zdobyłam go aż nadto. Niestety drogo, ale tkaniny są warte tego nierozsądku. TO wszystko pochodzi ze sklepu Jednoiglec. Bardzo miła osóbka prowadzi tę sprzedaż. Polecam szczególnie dla tych, którzy nie potrzebują zwojów materiału, a jedynie bajecznie kolorowe kawałeczki:-)
A na koniec .... dawno nie odwiedzałam popularnie zwanych szmateksów, lumpeksów i takich tam, niegdyś ubóstwianych przeze mnie sklepików. I błąd, ponieważ stanowią niezastąpione źródło ślicznych tkanin, niepowtarzalnych, wcale nie zniszczonych, różnorodnych i naprawdę tanich. Oto i one.
Właściwie to czekam jeszcze na jedną przesyłkę. Na 8mb bielutkiej bawełny. Będę szyła pościel. Taką sielską, romantyczną.....rozmarzyłam się , bo jestem niepoprawnym śpiochem, śpiochem estetą;-)
Potrzeba mi wyzwolenia energii, potrzeba mi wzmocnienia mięśni i ciała- jadę więc na narty. Do ukochanych moich górali z Kościeliska. Mężczyzna mnie puścił honorowo. Powiedział- przecież nie będę psem ogrodnika. Ja nie mogę, co nie znaczy, że ty też nie. Trochę słuchałam podejrzliwie. Pewnie kiedyś mi ten wyjazd wypomni....Wracając do meritum. Z pustymi rękami nie wypada, a że ostatnio woreczki grzybowe mi w głowie, oto i powstał taki:
Mam nadzieje, że się spodoba.
Na koniec pokazuję jeszcze bardzo przydatne coś. Coś czego nigdy nie miałam i dlatego wszystkie igły gubiłam już po tygodniu od kupienia. Igielnik. Miał być dla mamy, ale zostanie u mnie, bo jest troszkę za mały, i potraktować go należy jako trening przed prawdziwym igielnikiem. Najpierw wyhaftowałam koguta- w oryginale był paw, niestety mój przypomina drób domowy.... Kanwę naszyłam na woreczek (specjalnie trochę strzępiasto), który wypełniłam jakąś watą z rozprutej poduszki. Trzeba sobie radzić:-)
Życzę wszystkim dużo miłości wszelakiej i nie tylko 14 lutego:-)))
PS. Candy trwa. Jeśli ktoś chce woreczek, albo kolczyki to proszę o wpis pod postem poniżej. Jadę w góry i wracam na losowanie w piątek:-)