moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-
sobota, 28 lutego 2009

Nie ukrywam, że sam pomysł na lampioniki skądś zaczerpnęłam, natomiast skąd dokładnie- nie mam pojęcia. Wiem, że wyglądały "tam" nieco inaczej- koronka bawełniana i chyba rafia... Niemniej jednak całe przedwsięzięcie chodziło za mną co najmniej 2 tygodnie, a realizacja była uciążliwa... Mieszkam w cudownej sielskiej krainie, pozbawionej cywilizowanych sklepów...choć panowie z butelkami "Vina" nie narzekają! Wracając do cywilizacji- a owszem udałam się do większej pobliskiej mieściny. Niestety jestem tu napływową istotą i nie bardzo wiem, gdzie znajdują się tzw. pasmanterie. W związku z czym pozostały mi marketowe półki i to co na nich leży. Całe szczęście, leżała gipiura...nie tania i nie do końca byłam zdecydowana. W wyobraźni robiłam wizualizację lampioników. Szklaneczki natomiast stanowią moją własnośc, a pochodzę ze sklepu spożywczego. Swego czasu zajadałam się pewnym mlecznym serkiem szwedzkiej produkcji, a po konsumpcji zostawała właśnie takie szklaneczki. Z czasem trafiły do kredensu i służyły do picia słodkich trunków:-) I tak oto gipiurowa koronka (innej nie było) została przepleciona taśmą satynową i efekt jest naprawdę urokliwy. Od paru dni spożywamy z Mężczyzną kolacje przy mrugających koronkowych światełkach:-)

 

Od pewnego czasu zapalałam ogromną potrzebą nauczenia się sztuki koronkarstwa... Chyba to geny babci... Niestety będę musiała posiąść ową tajemną wiedzę przy pomocy podręcznika, ale wiem, że babcia będzie "stamtąd" kibicować:-)

Zresztą, obiecany przez A. elementarz czeka i szydełko też:-))) Pewnie zawalę parę wążnych spraw, pochłonięta plątaniem troczków... 

Dziś napomknęłam Mężczyźnie o moich skrytych marzeniach posiadania pracowni i galeryjko-sklepiku w jednym...i wiecie co? Uznał to za obiecujący pomysł. Niestety wkradły się w tę rozmowę jego wizje przestrzeni , ni w ząb nie pasujące do moich szaro-białych... Oczywiście to pomysł na "zaś" bo teraz działam intelektualnie...

18:44, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 lutego 2009

Jak pewnie widać, mam tendencję do skupywania kwiatów. Pomijając fakt trwonienia na ten cel pieniędzy, zaczyna mi brakować doniczek, w których te kolorowe kwiecia mogłabym upchnąc. Nie ukrywam, że ostatnio zafascynował mnie z tego powodu dział ogród w jednym z marketów budowlanych i tam wydaję ostanie grosze na oslonki (np. na tę...)

Zainteresowanych odsyłam do wpisu o azalii. Ten również będzie o azalii, ale innej. Za 5 zl, z wyprzedarzy. Jest trochę potargana, ale liczę na jej przychylność w kwitnięciu:-) w mojej doniczce. A skoro o doniczce mowa, postanowiam skończyć z marnotrawstwem lichej złotówki i dokonać dzieła własnoręcznego, co zdecydowanie potani koszty mojego bukieciarstwa i pozwoli na wyżycie artystyczne:-)))

W kilku odslonach pokaże etapy powstawania osłonki. Miałam dwie do wybor (obie z terakoty). Pierwsza zwyczajna z szerokim rantem, który miał być poddany zabiegowi DECOUpage...zakwiatkowany , popękany etc.). W końcu wybór padł na inną, której cechą mnie ujmującą były płaskorzeźby, a'la ornamenty. To pasowało do mojej wizji shabby chic'owej. Sama wizja była odległa i postanowiłam dzieła dokonać metodą prób i błędów. Założyłam, że ogólnie kolorem dominującym będzie biel, krem, beż itp. i muszę na tym dokonac przecierki. oczywiście wizja artystyczna ulegała zmianom w czasie działania...

Zacznę od tego, że parę dni temu wypatrzyłam farbę akrylową Dekoralu o nazwie "babie lato". Ni to beżowy, ni różowy, sama nie wiem, jakiś złamany biały, ale Rewelacyjny (moim zdaniem) jako podkład do DECOUpage. Postanowiłam pomalować doniczkę właśnie owym wynalazkiem (2 razy). W sumie trafnie, choć zrobiło się za mdło.

W związku z tym faktem postanowiłam wetrzeć nieco porporiny (taki proszek metaliczny) w wystające ornamenty. Poprawiło się na tylę, że uznałam  efekt za zadowalający- trochę nowo, trochę staro. Niestety diabeł podkusił mnie spryskać całość werniksem w spray'u, w znaczaco za dużej ilości. Nagle wszystko zaczęlo płynąc i nie było już tak zabawnie...

Nie poddałam się. Poczekałam aż całość zacieków trochę wyschnie. Rant doniczki pociągnęłam "cracle countru style" Stamperii ( preparat jednoskładnikowy do spękań), a następnie suchym pędzlem umoczonym w białej farbie, tak od niechcenia. Na tyle efekt przecierki był ciekawy, że zabrałam się za tapowanie ornamentów...a w konsekwencji owa białą farbą pomazałam (trochę) całą doniczkę. Spękania są delikatne, ale jestem bardzo usatysfakcjonowana:-) Oczywiście miejsce w doniczce za 6 zl znalazła wspomniana azalia za 5 zl.

Nawiasem mówiąc, ktoś mi powiedział- facet kupi rzecz wartą 100 zl za 300 zl jeśli jest mu ona potrzebna. kobieta kupi rzecz za 100 zl wartą 300 zl nawet jesli jestj ej niepotrzebna... Ale w końcu doniczka była potrzebna!

14:12, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (1) »
środa, 25 lutego 2009

Niestety, wszystko co piękne trwa krótko. Wczoraj, w otoczeniu białych, puchatych świerków i oszroniałych kosówek, mogłam robić to co uwielbiam- NARTY! 

Niestety rzeczywistość boli tak jak mój ząb dzisiaj...spuchłam! A, że Mężczyzna jest sadystą-dentystą, więc zaraz jadę oddać się w jego sadystyczne ręce...żartuję. A właściwie nie żartuję, bo ja tak uważam, a pól miasta nie. No cóż... nie jestem konformistką...

Dla otuchy pokazuję cudo, które ostatnio wyszukałam...ma mnie chronić przez znęcającymi się stomatologami...;-)

12:15, pepsione1980 , ja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lutego 2009

Przedwczoraj miałam by w stolicy i nie do końca w trzeźwości bawić się na balu przebierańców.

Na szczęście Mężczyzna  to typ osobliwy i niezdrowo nakręcony na sport....co w tym wypadku było cechą pozytywną.

Otóż  zamiast wspomnianych uciech, po przebudzeniu padło hasło- NARTY!:-) które czym prędzej zamieniliśmy w czyn:-)))

Za to dzień wcześniej świętowałam pewne urodziny, a z uroczystości wyszłam z prezentem. Ściślej mówiąc, to był spadek w celu ratowania przyrody- właściciele roślinek udają się z wizytą za granicę i w związku z tym nie podlewanie HIACYNTÓW mogłoby się skończyć katastrofą. Z urokiem zagościły na kredensie, zamotane co nieco w słomę.

 

Wracając do wydarzń bierzących, co się odwlecze to...każdy wie...na przebierańce poszłam wczoraj, co nie ukrywam poprzedzone było paniką- miałam być facetem!

Próbowałam wdziać garnitur Mężczyzny, ale spodnie lądowały po sekundzie na podłodze.Dalej byłam piłkarzem i żulem, w końcu dresiarzem i chłopem małorolnym- tragedia!!! Efekt- zostałam dandysem z wąsami z czarnego flokati (kudłaty dywan, głównie w kolorze białym). Zainteresowanym, od razu mówię- zdjęć nie będzie!

Za to pokazuję część prezentów- okazje motywują do twórczego działania. Oto długooczekiwane wieszaki. Każdy inny, bo i każda kobieta-solenizantka inna. Mam nadzieję, że się spodobają. Pierwsze zdjęcie to surowe drewno, następne to efekt po 5 lakierowaniu.

Dla ścisłości wieszaki mają każdą stronę inną...

A teraz odkrywam tajemnice warsztatu...suszenie też jest ważne, a że na żyrandolu to inna sprawa;-)

 

11:06, pepsione1980
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lutego 2009

Ostatnio się ośmieliłam i wprowadzam nowe metody malowania ...

To tak na marginesie moich rozważań nad czuciem się "jak w domu" w domu...skomplikowałam sprawę. To znaczy chodzi o to, że w miejscu gdzie obecnie przebywam trwa moja aklimatyzacja. Nie wszystko jest tu urządzone zgodnie z moimi gustami i potrzebami. Malo tego wymaga się ode mni aby taki stan rzeczy- zaakceptować. 

W efekcie walczę!!! I nawet przynosi to skutki. Aby jednak tak się stało musiał minąć okres oswojenia i musiałam przestać się bać. Bardzo pomógł mi DECOUpage. Niby śmieszne...ale prawdziwe. Małe przedmioty= małe kroki.

Tym sposobem powoli opanowałam kuchnię:-) A teraz puszczam macki w następnych pomieszczeniach!

I wiecie co-  zaczynam się czuć JAK W DOMU! Nie boję się wbić gwoździa w ścianę czy czegoś postawić na oknie. Bo to moja przestrzeń.

Wracając do pierwszego zdania. Kupowałam ostatnio bejcę do drewna w kolorze antycznego orzecha , aby pomalować półki.

Przez przypadek okazała się super sprawą i postanowiłam ją wykorzystać do moich robótek ręcznych. Do tego wyszukałam w OBI rewelacyjną rzacz, którą zewszechmiar polecam. To zloty transparentny lakier polskiej firmy za ok.6 zl. Świetny do malowania na farbie, a do szablonów wprost Rewelacyjny! Ma tylko jeden mankament - nie wiem jak się go pozbyć z pędzla. Żaden rozpuszczalnik, czy benzyna lakowa go nie rusza...

A oto efekty bejcowo-lakierowe :

Najpierw etap "przed"

Teraz etap "po"

I na koniec "listownik"

Mówiąc nie skromnie jestem zadowolona:-)

23:48, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lutego 2009

Wczoraj odwiedziłam moje wielkie miasto. Oczywiście prezentów na imprezę w niedzielę nie kupiłam, bo jak zawsze nie starczyło czasu. Zabrałam za to kilka rzeczy z mieszkania, jak sie okazało niezbyt trafnie...w tych wnętrzach jedynie cynowe i mosiężne dzbanuszki nabrały sensu... za to plastikowe pomarańczowe łyżki do sałatek są koszmarne, a wydawały mi się takie neutralne. Do wyblaklego koszyczka na chleb dokupiłam ohydną białą, nie pasującą serwetkę, której nawet nie można zamontować i w ogole zupełnie nie pasuje...Dobrze, że nic mnie nie podkusiło zabierać czegoś jeszcze... A już mi się wydawało, że mój zmysł estetyczny dorośleje...

Żeby się pogrążyć, albo uradować...pokazuję wieszak, co do którego nie jestem pewna...ładny on czy nie ładny???

Właściwie to na jego skończenie nie mogłam się doczekać. Niestety vernix firmy DaLa zrobił dowcip...nie śmieszny zupełnie...i pożółcił całość. Stąd moje wątpliwości...

 

Ps. Co można kupić na imieniny eleganckiemu 44 facetowi???? HELP!!!

sobota, 14 lutego 2009

Zasypało wszystko! Śniegu jest po kolana- ja oczywiście się cieszę, ale podobno to nienormalna reakcja...

W ruch poszła odsnieżarka. Dla ścisłości nie ja ją wprawiłam w ten ruch, i być może dlatego zima wciąż mi nie straszna;-)

Walentynki, jak co roku- są... Niby ich nie obchodzę, a z drugiej strony nie mogę całkiem się do nich zdystansować...czego efektem jest małe co nieco dla mężczyzny (który właśnie reperuje golarkę do swetrów, uzywając niecenzuralnych wyrazów, nieco głośniej niż powinien, przez co wpływa trochę deprymująco na święto zakochanych...w moim mniemaniu...)

Poniżej foto wspomnianego co nieco:

 I tak, gdyby ktoś jednak był pozytywnie nastawiony do tego święta- To życzę WIELE WIELE MIŁOŚCI , NIE TYLKO DZISIAJ, BO TAK NAPRAWDĘ WAŻNIEJSZE JEST CZUĆ JĄ W TYCH CODZIENNYCH, CZĘSTO PROZAICZNYCH CHWILACH NASZEGO ŻYCIA...

 

PS. Golarka działa od paru chwil...na taśmę klejącą:-)

 

19:49, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 lutego 2009

Temat nieco banalny, ale aktualny;-)

Otóż od 2 tygodni nie mogę zakupić normalnych ZAPAŁEK!

Markety albo w ogóle się tym nie zajmują, albo nagle, z niewyjaśnionych powodów, przestały to robić. W sklepach osiedlowych sprzedawczynie prezentują mi najnowocześniejsze technicznie, kolorowe zapalniczki, z jakimiś blokadami przed dziećmi i polecają jako,niezawodne do podpalania papierosów...No cóż, nie palę na całe szczęście i nie zamierzam!

Zapałki, jakoś z przywiązania, potrzebuję do kominka i do ogniska- tematy niszowe w mieście. I jakoś nie wyobrażam sobie codziennego wykorzystywania do tego najnowszych zdobyczy techniki. Nawet, przed rozpaczliwymi poszukiwaniami, postanowiłam znależć i przyozdobic odpowiednio jakieś pudełko- w celu przetrzymywania tych siarkowych patyków... Oto rezultaty:

A to wersja z ubogim asortymentem...

Teraz kilka słów o stronie technicznej:

1. Pudełko drewniane z mosiężnym zamkiem 15x10

2. Farba akrylowa w pastelowym odcieniu

3. Farba akrylowa brązowa

4. Serwetka z motywem róży

5. Papier do decoupage z motywen nut

6. Cracle (preparat do spękań dwuskładnikowy)

7. Porporina w kol. miedzi do wypełnienia spękań

8. Lakier postarzający

9. Lakier w spray'u

10. papier ścierny i konturówka złota do szlaczka

Ale tego dużo!!!

Przecieranie brzegów papierem ściernym odbyło się przed lakierowaniem. Trzeba pamiętać, że po użyciu porporiny (proszek) nie można wykorzystać lakieru do malowania, bo całość się rozmarze. Ja najpierw pryskam sprayem, a dopiero kolejne warstwy lakieruję pędzlem.

 

czwartek, 12 lutego 2009

Dwa moje minione dni nie obfitowały w przyjazne chwile, więc wpis może być nieco przygnębiający.

Od jakiegoś czasu staram się pokazywać tę moją stronę, która rozwija się powoli i nieco nieśmiało, jak dotąd poza widokiem publicznym.  Jak wczoraj się okazało, może ta skrytość wrażliwości duszy opłaca się bardziej, niż przyznanie się do fascynacji tym co ulotne, delikatne, piękne ...nieżyciowe , krótko mówiąc. Niektórzy potrafią dość brutalnie wyszydzićtę cechę...

To może oxymoron, ale im bardziej płaczę, tym bardziej się śmieję, im większy czuję smutek, tym bardziej odczuwam radość...

Cóż, może na przekór temu, a może dla poprawienia nastroju

Oto moje smutki:-) Krecie Himalaje...których rozgarnianie zafundowało mi "łokieć tenisisty":-(

A oto moje radości:

 

Poza tym nic mi tak nie poprawia nastroju jak:.

Na razie nie na sprzedaż...

 

Zmieniając nieco temat...postanowiłam urozmaicić moje wpisy, niestety kompletne niezrozumienie na linii ja-komputer stanowi pewien problem... Może ktoś mi podpowie jak mam umieścić w blogu plik z muzyką? Dozwolone są pliki do 250 kb, a jeden utwór w moim komputerze ma 4GB...Jak tego cudu dokonać?

Życzę miłego wieczoru:-)

PS Jutro coś z DECOUpage:-)

20:58, pepsione1980 , ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lutego 2009

Na początek pochwalę się, że samodzielnie umieściłam licznik odwiedzin na stronce, co w moim przypadku zasługuje na uznanie.

Z księgą gości mi nie idzie, ale się nie poddaję. Mam też ochotę na zegar w stylu retro i jakiś miły fragment dla ucha...na razie pozostaje to w sferze marzeń dyletantki informatyki:-)

W takim razie pokażę efekty odwiedzin w obi i pocienienia mojego portfela... na nartach nie byłam, więc wyrzutów sumienia nie mam!

Oczywiście chodzi o kwiecie- białe dla ścisłości...jakiś większy szacunek ostatnio mam dla tego koloru.

Wnętrze mojego "kącika" jest nieco muzealne, co nie do końca wynika z mojej woli (mężczyzna z zamiłowaniem do tradycji...), lecz małymi kroczkami można nadać mu więcej przytulności....taki jest PLAN!

Oto pierwszy i najważniejszy element...i nie najtańszy...doniczka retro i przepiękna wymarzona azalia...

Pewnie albo ją przesuszę, albo przeleję i piękno z niej się ulotni... Muszę postudiować encyklopedie roślin!

Za to do łazienki mam coś małego. To coś przypomina łąkę wiosną:-)

Na ostatek trochę fioletu, ale to z zamierzchłych czasów (zeszły tydzień:-)), bo pewnie oddychać bym nie mogła...;-)

Jak Wasze domowe ogrody zimowe?

 

15:18, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lutego 2009

Paskudnie na dworze. Zanosi się, że niedzielę spędzę jak "tradycyjna polska rodzina"...w sklepach.

Mam nadzieję na powiew wiosny i nabycie nieco kwiecia kolorowego, białego dla polepszenia tej burej aury.

Ostatnio polubiłam białe i kremowe płatki, ale i tak ostatecznie zwycięża fiolet i amarant...co znaczy przywiazanie...:-)

Właściwie to miałam dzisiaj jeździć na nartach- niestety deszcz i wybite męskie biodro zawalilo sprawę...

Czy tylko mnie przygnębia siedzenie w domu???

14:44, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009

Dzisiaj pokazuję moją deseczkę.

Data wczorajsza, ale fotografowałam przed ostatecznym wykończeniem.W sumie jestem z niej dumna, bo udało mi się uzyskać romantyczno-shabby chicowy szyk:-)

Drugiej strony nie pokazuję, bo to jest porażka...ale cóż każdemu się zdarza...

Nie woskowałam brzegów, ani nie robilam przecierki- zwykłe tapowanie farbami -brąz i żółć z wanilią.

No i moja deseczka czekałą na mnie jako statnia- wiadomo, że szewc bez butów chodzi. Święta były i urodziny kogoś tam  i tak wszystkie pomysły szły do innych....

 

piątek, 06 lutego 2009
Dziś o mojej fascynacji... Anioły...
Sama nie wiem co w nich jest.
Parę lat temu dostałam jednego od przyjaciela (ten ta foto powyżej)i na tym się skończyło.
I jakoś tak przed świętami trafiłam na stoisko, gdzie stało ich mnóstwo, tylko aniołki.
Nie potrafiłam sobie odmówić i tak krok po kroku, zebrałam ich kilka.
Na razie okupują sypialnię.
Ten w kuli śnieżnej był moim marzeniem, i zupełnie nie wiem dlaczego dopiero teraz go mam...


A w ogóle to chyba ''towar'' sezonowy...wraz ze świętami anioły zniknęły!

Ciekawe co Wy zbieracie...?
16:33, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 lutego 2009

Tak dla pełniejszego obrazu wypełniłam kilka rubryczek;-)

http://ludzie.gazeta.pl/pepsione1980/0,0.html

 

MAm 28 lat i nie stoję twardo na ziemi.

Kocham przyrodę, piękne przedmioty, psiaki, zimę, górskie wędrowanie...

Ostatnio spodobał mi się film "droga do szczęścia", a z dawniejszych wracam do "9 i pół tygodnia", "pikniku pod wiszącą skałą"

Ksiązki, a owszem, czytam:-) Polecam E.Gilbert "Jedz, módl się, kochaj" 

Z muzyką jest tak, że zależy od mojego nastroju- ostatnio, jeżdżąc na łyżwach polubiłam Amy Winehous, słucham dużo klasyki, trochę smooth jazzu i mam sentyment (z młodych lat;-)) do Pearl Jam...

Miałam Karmen.., ale odeszła i nie chcę o tym mówić!

Od paru lat tworzę biżuterię, głównie kolczyki. Od paru miesięcy zaczarował mnie DECOUPAGE.

Bardzo wciąga mnie fotografia-niestety czas nie pozwala mi wejść w nią głębiej.

No i kwiatki; sadzenie, pielenie, sianie...lawenda, oleandry, róże...

Na koniec coś co jest mną , a ja jestem tym-NARTY,GÓRY,ŚNIEG...

Oto ja:-)

te kolczyki zrobiłam jakiś czas temu. Staram się używać naturalnych materiałów...tak w zgodzie z naturą;-)

Bardzo chcialabym pokazać więcej tego co mam, miałam...będę miała?, ale pewnie trochę czasu mi zajmie rozgryzienie działania bloga...mistrzem komputera to ja nie jestem!

Zainteresowanych wysyłam do Galerii BIŻUterii:-)

Witam wszystkich:-)

Ciekawe co Was skłoniło, zeby tu zajrzeć?

Pomysł na pisanie wziął się przypadkiem i wynika troszkę z moich częstych odwiedzin  bloga "Świat wg Asket".

Na zdjęciu widzicie mnie i moją krainę, w której mieszkam na stałe od roku i co do której wciąż się przekonuję.

Kocham przyrodę , ogródek, kwiatki etc, kocham wszystko to co piękne, sielskie, romantyczne...

Może stąd moje potrzeby tworzenia biżuterii i decoupagowych różności.

Często mam głowę w chmurach i nie przystaję do codzienności, ale co tam......

Na początek wystarczy -straszne to trudne, takie pisanie:-)

16:13, pepsione1980 , ja
Link Dodaj komentarz »