moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-
poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Weekend to czas dla bliskich, więc trudno coś wówczs tworzyć. Korzysta za to mój ogródek i moja pasja "sadzenia kwiatka":-) A przyznać musze, że jestem totalnie zakręcona botanicznie i wprost nie wyobrażam sobie, by ktoś mnie takich przyjemności pozbawił.

Tak więc koniec tygodnia poświęciłam na KREACJE SKALNIAKA! Od lat był moim marzeniem, a kamieni kupa tylko do tego zachęcała. Niestety sił męskich  (i chęci) dotąd brakowało, aby przetaszczyć kilka głazów w odpowiednie miejsce. Nie do końca dzieło jest ukończone, ale coś niecoś widać i temat może być rozwojowy.W tym roku postawiłam na miniaturowe bratki. Może poradzą sobie z nocnymi mrozami, które uparcie powracają, niszcząc wszystko na swej drodze!

Lubię być niezalezna finansowo, bo mogę przynajmniej zrealizować cel do końca, bez marudzenia przy kasie o kolejny krzak... Tak więc za jednym zamachem dokonałam zakupu ok12 sadzonek zielstwa przeróznego , po czym zabrałam się do pracy- odchwaszczanie, pielenie, kopanie, wywożenie itd. Paznokcie wyglądają adekwatnie do rodzaju pracy, ale co tam! I sadzenie:-) I oto powstał skalniak ok. 3,5m średnicy:-)

A oto skalny kącik zeszloroczny...tak się prowansalsko porobiło... Niedługo Clematis, lawenda i różyczka zakrólują...

15:04, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (5) »
piątek, 24 kwietnia 2009

 

Baba to oprócz baby , taka nadbudowa nad kominkiem. A zważywszy, iż Mężczyzna jest wielbicielem kominkowym, baba znalazła się również w kuchni (za którą nota bene nie przepadam- ale żywię nadzieję, że uda mi się ją kiedyś zremontować...). W praktyce owa baba służy jako maskownica do wyciągu kuchennego.  Budowało ją dwóch fachowców. Nie ukrywam, że zbytnio mi się nie podobała....taka biała plama.

Pod nieobecność Mężczyzny, zmobilizowałam siły i odwagę, wyciągnęłam zestaw do DECOUpage i ...

zmyłam ścianę

przejrzałam co najmniej 100 motywów serwetkowo-papierowych

wyciełam bukiet kwiatów (pasował do kolorystyki kuchni)

i zaczęłam robić wszystko, żeby mokra serwetka się nie pomarszczyła. Oczywiście się pomarszczyła, ale tak, że da się przeżyc...

poczekałam jak wyschnie

i zamalowałam lakierem akrylowym:-)

Przestałam się bać DECOUpage na ścianach.  Świetnie serwetki przyjmują fakturę tynku, powstaje efekt obrazu. A do tego można zmywać ścianę wodą:-)

 




PS. W home sweet home można wygrać przepiękne wyszywane serce. Jak zobaczycie to się zakochacie;-)

link do stronki: http://anne-homesweethome.blogspot.com/

 

czwartek, 23 kwietnia 2009

Od dzieciństwa uwielbiam pudełka blaszane. Może jestem ofiarą dorastania w końcówce PRL-u, kiedy to kolorowa puszka czyniła furrorę... Aczkolwiek na mnie nie wywierała specjalnego wrażenia, a na pewno nie takie jak wspomniane pudełka...

Na szczęście dla mnie, rodzice utrzymywali serdeczne przyjaźnie zagraniczne, dzięki czemu w mym domu pojawiały się różne cuda prezentowe rodem z Anglii, czy Niemiec... Zawartość średnio mnie interesowała, tym bardziej, że czekoladą można było mnie porządnie wystraszyć;-)

Niestety częśc pudełek zostało w moim mieszkaniu, bądź naruszył je ząb czasu i ich estetyka gdzieś się ulotniła. Oto te urokliwe angielski ( Harrods osławiony) . To był komplet króla i królowej... Trzymam w nich moje świecidełka.

A to zupełnie nie pamiętam skąd przybyło, ale jest ze mną ponad 10 lat. Leżą w nim, podobnie jak w poprzenich, srebrne, dawno nie noszone kolczyki , łańcuszki i zapomniane inne różności. Jest piękne. Papugi są w rajskich kolorach, złotko nie świeci się za mocno, no i te wypukłości wzorów...Klasyka jednym słowem:-)

Teraz kolej na prezentację herbacianych skrytek: pierwsze przeszłość ma prozaiczną, bo przyjechało z TESCO, za to było pionierem w :małym dworku". Z jego napisów dowiedziałam się, że "sencha" oznacza "herbatę"...

Drugie przyjechało z Mężczyzną, nie wiem skąd ani od kogo, może nawet jakaś kobieta za tym stoi? Nie pytam, bo i po co psuć legendy:-)

PROSZĘ PAŃSTAWA-OTO MIŚ! Na razie nie ma przeznaczenia, ale tak je lubię, że "zajmuje miejsce w kuchni"jak stwierdził Mężczyzna...dodał niepotrzebnie, ale to przemilczmy...

I trochę paryskich klimatów: kawiarenki przy ulicy, parasole i latarnie. Prawie czuć zapach perfum i kawy...

15:23, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (10) »
środa, 22 kwietnia 2009

Nie potrafię bez niego żyć. Mam go zawsze na ręce, towarzyszy mi w chwilach smutku i radości. Tyka miarowo.

Jak byłam mała nachodziły mnie czasem filozoficzne rozważania. Na przykład dotykałam czegoś ręką, mówiłam jakies słowo albo jakiś gest i zaraz sobie uzmyslawiałam, że tachwila nigdy już nie powróci.

Fantastyczną rzeczą jest obserwowanie jak krótka wskazówka minimalnie przesuwa się za każdą sekundą wybijaną przez sekundnik.

Czasem dłuży się każda minuta, a czasem godziny trwają sekundę...

Wolę tradycyjne zegary. Elektroniczne, owszem wygodne, ale jakby zpłaszczają fenomen czasu.

Powyżej, zdjęcia przedstawiają zegary DECOUpage. Pozostałe są mieszkańcami domu.

Brakuje mi takiego z pięknym, głębokim biciem, jakby śpiewał...

22:06, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (2) »

Bardzo się cieszę, że w ciągu 2 i pól miesiąca odwiedziło mnie ponad tysiąc osób. Bardzo WAM dziękuję. Niby tylko statystyka, nadaje sens temu co robię.

Zastanawiałam się jak za te odwiedziny podziękować i pewnie nie będę oryginalna, jak zaproponuję coś mojego, DECOUpażowego. 

Nie wiem, ile osób będzie chciało zostać posiadaczem serwetnika i zakładko-zawieszki, prezentowanych poniżej, ale zróbmy tak. Zapraszam do wpisu komentarza pod notką. Jakiegokolwiek, który w treści będzie odnosił się do mojego bloga. Pozwoli mi to na możliwość spojrzenia z Waszej  perspektywy na coś mojego, co dotyczy fragmetu mojego życia. Nie ukrywam, że będzie mi miło jeśli na przykład na swojej stronce polecicie mnie znajomym (oczywiście jeśli uważacie blog za godny polecenia).  30 kwietnia spiszę sobie wpisy i wylosuję kogoś , do kogo wyślę moje DECOUpażowe co nieco. Chcialabym też wyslać coś moim stałym gościom, ale pomyślę jeszcze co.

 

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Świat rozkwitł parę dni temu i pachnie. Pachnie tak, że nie sposób tego ubrać w słowa. Właśni taki kawałek wiosny wzięłam do domu:-)

W ogrodzie roje pszczółek i motyli mają raj. Pod drzewem wszystko buczy i lata. 

 Szkoda, że świat jest tak skonstruowany, że nie ma czasu na cieszenie się takimi cudami...

14:31, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (1) »
środa, 15 kwietnia 2009

Dawno nie zabierałam się za większe DECOUpażowe przedsięwzięcia. Ale ostatnio, w związku z remontem jestem zmuszona siedzieć w domu. Podobnie jak prezentowany krasnal, skarbem okazało się drewniane pudło , wielkości ok30x30cm. W środku :-)torebki prezentowe sprzed 10 lat... Niestety stan z zewnątrz nie był zachęcający. Trochę podgnite rogi, plamy i brud... Do DECOUpage w sam raz:-) Poniżej pokazuję najnowsze foto z sesji buduarowej. Początkowy zamysł był nieco inny; miało być koronkowo. Ale po ostatecznym pomalowaniu, serwetki nie byłoby zupełnie widać.

Jeśli chodzi o stronę techniczną to wieko pomalowałam farbą pól na pół białą i czarną- wyszedł stalowy. Za to boki bielą , od czasu do czasu maczając pędzel w resztkach szarości.. Pierwszy raz użyłam cracle country do spękań. Śmieszny efekt- w momencie zamalowywania wieka na biało, farba zaczęła pękać w sekundę...Na koniec metodą suchego pędzka pomazałam boki odrobiną bieli. Koncepcja szarości i bieli ma pasować do mojego przyszłego pokoju. Wybór padł na damę w stylu CAMEA, otoczonę amorami i bluszczem. Tak wiktoriańsko.

Po jej przyklejeniu okazało się, że zostały kawałki serwetek z reliefami, świetnie pasującymi do wykończenia boków. Brakowalo mi ostatecznego wykończenia. Próbowałam z czernią- interesująco, może nawet lepiej niż z bielą. Natomiast było zbyt agresywnie i konkretnie. Jak plany wystroju pokoju ulegną zmianie zawsze można przewiązać inną koronkę lub taśmę. (Szalowo wygląda z ostrym fioletem;-) Swoją drogą sama nie wiem w jakim ostatecznie stylu jest pudło?

wtorek, 14 kwietnia 2009

Zielono mi:-)

W goraczce przedświątecznych zakupów natrafiłam na 10-pak mini bratków. Wyglądały mizernie, ale też mizernie kosztowały... Za to w sam raz przypadły mi do gustu i do koncepcji drewnianej beczki:-) W związku z czym szybko trafiły na tarasowy stolik:-)Swoją drogą...mam nadzieję, że w ogóle zakwitną...

Tarasową przestrzeń zajął również mój kochany oleander. Od 3 lat rośnie na potęgę. W zwyż i w szerz, za to kwiatka jeszcze w życiu nie pokazał.Może będzie łaskaw w tym roku pochwalić się czymkolwiek;-) Natomiast remont strychu, zmusił nas do pozbycia się poddaszowej graciarni. Dobrą tego stroną może być wygrzebany stary krasnal. Biedak ma popękane nóżki i trzeba będzie jakoś go poskładać...Z reguły nie przepadam za ludkami w ogródku, ale ten mnie zauroczył swoim sędziwym wyglądem. Jest szaro-bury i pewnie mech go polubi:-)

Za to przez święta zakończyłam projekt "serwetka"...pierwsza w moim własnym życiu! Taka z przepisu na serwetkę.

Miałam nieco zabawy z jej rozprostowaniem i prasowaniem. Na szczęście Mężczyzna poddał mi pomysł przyfastrygowania jej brzegów do ławy, obitej materiałem. Tak też uczyniłam, co dało możliwość prasowania z parą.

jedno, co muszę przyznać...szydełko działa jak magnez... już zaczęłam nową serwetkę. Chodząc po blogach zauważyłam dość duże zainteresowanie robótkami ręcznymi, ale może to miejsce skupia właśnie podobne pasje. Z reguły jednak, tego typu zajęcia wzbudzają zdziwienie, zainteresowanie a nawet niedowierzanie. Właśnie w święta pewien 33-letni gość, pałętając się po moim domu zerknął mi przez ramię i powiedział: To TY robisz TAKIE rzeczy??? I teraz nie wiem, czy do tego duetu bardziej ja nie pasuję, czy szydełko???

19:46, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 kwietnia 2009

Dla Wszystkich, którzy tu zaglądają i dla tych, którzy weszli przypadkiem- życząc WESOŁYCH, RADOSNYCH, CIEPŁYCH, ZDROWYCH ŚWIĄT- dedykuję Moje DECOUpażowe pisanki:-)

Życzę WAm dużo pozytywnej i twórczej pasji:-)

sobota, 11 kwietnia 2009

Będąc ostatnio w moim Mieście weszłam do empiku. Celem było "coś" do DECOUpage, jakiś papier, klej itp. I owszem zakupiłam verniks błyszczący, z myślą o drewnianych jajach, które czekają na zdobienie.

I w stercie tych chemikaliów zobaczyłam uroczy lniany woreczek z białym haftem. Miał dwie nalepki: 1)torebka ozdobna 8,99zl 2)zajączek wielkanocny ozdoba 2,99. Pan z kasy widać wolał tę drugą opcję, co zauważyłam w domu. W każym razie, podczas pielenia wiosennego, sprawdzałam stan pomrozowy moich lawend. Jest kiepsko... Za to te, które się ostały- podcięłam i tym sposobem okazało się, że mam "nadzienie" do woreczka.

Owinęłam go tasiemką i zaraz pobiegłam do szafy sprawdzać, gdzie go mogę powiesić...

Zaraz wygrzebałam etolkę we strusich piór- to szaleńczy prezent rodzicielki, która zna moją fascynację fioletem:-) Tak więc- woreczkowy- lawendowy odstraszacz moli i innych paskudztw ,zawisł w mojej szafie:-)

A jutro... DECOUpażowa pisanka!

00:40, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2009

Długo się nie udzielałam. Ale niestety (stety) wzięłam się za swoją przyszłość zawodową, co wymaga poświęceń.

Co prawda pogoda zupełnie mi w tym nie pomaga... Piękne słońce spaliło mi nos;-) i nie wyglądam już jak "blada twarz" !

Za to w ogródku życie budzi się w kolorach:

moje holenderskie żonkile, tylko one przetrwały atak nornic...

I baratek. Zupełnie dziki. Rośnie zawsze i tam gdzie go "wetknę":

A to początek akcji z peoniami... Dziś stanął płotek. Będzie je podtrzymywał, jak obsypią się morzem różowych kwiatów:

W domku też kwitnąco...niepoddający się hibiskus i nowy storczyk ( Mężczyzna się postarał na naszą rocznicę:-))

Zaczyna się sezon ogródkowy:-))) Będzie się działo... już mam w palcach kolce róży i brudne, popękane paznokcie. Ale uwielbiam  roślinki i grzebanie w ziemi.

poza tym w poniedziałek ruszył remont strychu. Będzie co urządzać i za pewne co nieco zaprezentuję.

20:34, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 kwietnia 2009

Dziś dowiedziałam się, że spędzę święta inaczej niż przez całe moje 28-letnie życie...

Jestem mocno zaangażowana w tradycję- mam na myśli malowanie jajek, ubieranie koszyczka, wyprawa ze święconką, śniadanie w gronie najbliższych itd. Niestety los płata niemiłe niespodzianki. Zresztą mojej rodziny jest coraz mniej, a te resztki mają własne życie i problemy. I tak oto moja mama zostaje zagranica z bliskimi J. Jej brat nie przyjedzie, bo drży o pracę w Angli, mój ojciec samotny żagiel- na własną prośbę- spędzi czas z kobietą jakąśtam, i ja...

Najbardziej przykro mi, że mój Mężczyzna akceptuje tylko zwyczaje panujące w jego domu. Każde inne go nie interesują. Z drugiej strony wymaga ode mnie, abym tworzyła mu ciepło domowego ogniska...według jego recepty. Dlaczego moje przyzwyczajenia, tęsknoty, tradycje są gorsze???

Świecznik DECOUpażowy miał wylądować na świątecznym stole, który miał być przykryty serwetką szydełkową, nad wszystkimi miała dyndać pisanka decoupażowa z pisanką szydełkową...Miał, miał, miała...

Serwetka jest w trakcie powstawania- najwyżej wyślę ją w podróż zagraniczną...

Pisanki- nie zdążyłam odwiedzić poczty, więc na razie ich surowy widok mnie nie stresuje...

A poniżej pokazuję moje pierwsze w życiu szydełkowe co nieco.

Posłuży do zasłonienia stołka pod kwiatka, którego nie lubię (stołka, nie kwiatka).

Może to nie jest wybitne dzieło, ale własne. Zresztą coś musi powstać pierwsze...

19:26, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 kwietnia 2009

Dzisiejszy wpis jest nieco kontrastowy do ostatniego, ale na termometrze 16 stopni. Roztopiło moje zlodowaciałe serce;-)

Będzie więc kolorowo i wesoło. Co ciekawe, przed  założeniem  bloga, wyobrażałam go sobie inaczej...miał być romantyczno-elegancki, cokolwiek to oznacza. Jest jak jest, ale widać moja osoba "zmienną jest" i nie zawsze mieści się w romantyczno-burżujskich stylach;-)

Na początek moje dzieło dzisiejszej weny... kolczyki.

Są wykonane ze srebrnego drucika, kamienia-jadeitu, kostki barwionego marmuru i onyxowego walca:-)

Kolory są wyraziste, ale w sumie pasują do eleganckiego wizerunku.

A , że wiosna zawitała do ogrodu, najlepiej obrazują powieszone na drzewach przed domem, budki:-)

Ta biała długa smuga na zielonej świadczy o lokatorach:-)))

 

poniedziałek, 30 marca 2009

Wiem, że wszyscy marzą o wiośnie, cieple, sandałkach i rowerze...

Niestety nie połączę się w tych pragnieniach z nikim!

W tygodniu Mężczyzna zabrał mnie do krainy śniegu:-)

Kocham jego i tę bezkresną biel.

Widząc miliony skrzących się kryształków śniegu, pomyślałam, że jestem najbogatszą kobietą na ziemi...

A przede mną kroczyła moja "BIAŁA ARMIA"...

14:37, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 marca 2009

Wczoraj pisałam, że zbieram siły na coś-zrobienie Wielkanocne. Zgodnie z: "mierz siły na zamiary" oto i nowość w mych progach domowych.

Nigdy nie robiłam niczego szklanego z wykorzystaniem DECOUpage.

Zebrałam odwagę i poszperałam w kredensie, w poszukiwaniu jakiegoś szklanego niepotrzebnego pojemniczka na tee-lighta. Oczywiście znalazło się tysiące szklaneczek, za którymi nie przepadam. Są za zwykłe, za nudne, bez duszy, leżą i się kurzą, czekając na swoje 5 minut... Są z czasów, kiedy tu nie mieszkałam, a bywałam jedynie. Podczas spotkań z przyjaciółmi, trzeba było z czegoś pić, więc najtańszym i najprostszym sposobem zakup pochodził z Tesco, z najniższej półki (by Tesco). 

Wzięłam więc ową szklaneczkę:

Białym papierem ryżowym poobklejałam (klejem do serwetek) jej zewnętrzną stronę.

Poszperałam w serwetkach. Chciałam znależć motyw wiosny, nie jakichś kurczaków czy jajek, bo zbyt prozaicznie by to wyglądało. Żonkile i przebiśniegi wydały się w sam raz:

Wycięłam podłużny wzór, dość dokładnie, aby nie bylo znać granicy serwetki, i delikatnie, pędzelkiem (płaskim) przykleiłam kwiaty.

Pomyślałam o koronce wokól szklaneczki, ale po przymiarce, okazała się zupełnie nietrafiona... Sięgnęłam do biżuteryjnego kuferka...zielony drut, koraliki szklane i kryształki górskie... i trochę rafii, bo lubię rustykalny image.

Zapomniałabym...po przyklejeniu kwiatów, całą szklaneczkę polakierowałam lakierem matowym. Tak się prezentuje na stole:-)

A tak zapalony:-)

Może zrobię drugi do kompletu?

 

niedziela, 22 marca 2009

3 sobota każdego miesiąca ma trochę uroku. Otóż w mieście obok mojej wsi odbywa się tzw.giełda staroci.

Ładnych parę lat temu, kiedy zabierał mnie tam Mężczyzna nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą począć, wśród brudnych, używanych śmieci... Przyznaję, czasy, obyczaje i gusta ulegają zmianie. Teraz moja dusza tęskni przez miesiąc za tym miejscem. Garażowe bibeloty zyskują jakąś magię i co najważniejsze nauczyłam się dostrzegać wśród nich to, co mnie urzeka. To sztuka, ponieważ na początku zupełnie nie potrafiłam powiedzić, czy szafeczka, stołek, świecznik są piękne, ładne, przeciętne, czy beznadziejne. Nie wiedziałam jak zakupy odnajdą się w domu Mężczyzny, który miał z czasem stać się i moim. A może fakt, że powoli ten proces się realizuje, pomogło mi czuć symbiozę pomieszczenia z pchlitargowymi zdobyczami... Nie wiem...

I właśnie o takiej miłej niespodziance wygrzebanej wczoraj na kocu u jakiegoś pana, dziś słow i foto kilka:

Oto podstawa. Mosiężna. ok 12cm średnicy.

A to papuga chyba, czy paw może? Było coś w dziobie, ale ząb czasu pewnie to zabrał...i piękne ramię z mosiężnych ornamentów...

I całość:-) Lampka  na stolik. Niestety abażur dokonał samounicestwienia...któremu, jak twierdzi Mężczyzna, trochę pomogłam... Polożyłam nieco krzywo i zeskakując z nierówności roztrzaskał się w drobny, kaleczący pył... Szkoda mi go... Znowu trzeba będzie czekać miesiąc...bez gwarancji, że będzie...

W każdym razie mam nadzieję, że w MOIM PRZYSZŁYM POKOJU! może znajdzie miejsce...jak Mężczyzna nie zaprotestuje za bardzo;-)

Wyszukałam też kochane kryształki:

4 są takie art-decowskie, a dwa w kształcie łezki. Wszystkie ze szlifowanego szkła. Nie tam żaden plastik!

Oczywiście niektóre mają swije miejsce:-)

Powoli szykuję się na święta. Zamówiłam drewniane jaja z podstawkami. Może coś zaDECOUpażuję?

 

 

19:35, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2009

Dziś będzie trochę zbiorczych informacji. Permanentny brak czasu na przyjemności jest przygnębiający. Przez ostatnie dwa tygodnie nic nie obszyłam, nic nie przerobiłam na biżuterię i dokonałam całe 3 okrążenia szydełkiem po mojej serwetce, i oczywiście zaniedbałam blog...

Na poprawę przyszedł czas, więc  pokażę co nieco z tego, co jednak powstało i wyrosło:-)

Czas na parapeciany ogródek. Krokuski ze zdjęcia na początku są malutkie, ale za to FIOLETOWE, ku mojej uciesze!

Kwitną niestety bardzo krótko. Jeden dzień i płatki się gną. Zwróćcie uwagę jakie są eteryczne. Zupełnie jak jedwab...

Oczywiście przybyło mi Azalii.

"Prawie bratowa"(a właściwie nie wiem czy nie "prawie szwagierka"- bo to żona brata mojego Mężczyzny, który nie jest moim mężem...) kupiła je na lokalnej giełdzie kwiatów- każda po 10zl. Teraz widać jaką marżę mają sklepy...

Muszą mieć mokrą ziemię, inaczej listki i płatki opadają.

A oto mój Amarylis w pełnej okazałości!

No to za nami część ogrodnicza:-)

Teraz trochę koronki na zmianę nastroju. Kupiłam kiedyś taką grubą nitkę o nazwie "Nici do robótek ręcznych". Nie ukrywam, że nazwa i kolor zadecydowały o jej posiadaniu. Wczoraj wieczorem, bo to moje 5 minut, przed zaśnięciem zaczęłam szydełkować. Oczywiście wyszedł kolejny eksperyment. Początkowo uznałam nitkę za szczyt badziewia, ale szybko mi przeszło. Jest świetna do grubych oczek i fantastycznie się kręci. Fantastycznie to wygląda, natomiast mniej uroczo jest sobie z tym poradzić podczas pracy...

Wyszło pogodowo tematycznie- śnieżynka...sypie od rana...

Na koniec przedstawiam HIT OSTATNICH DNI- BUDĘ DLA BOCIANA:-)

To nazwa robocza i nielubiana przez Mężczyznę, który jak pewnie większośc facetów, nie lubi gdy ktoś podśmiewa się z jego dzieła. Zamysł pierwotny był taki, iż brak nam przed domem budki dla ptaszków. A ponieważ oboje lubimy się im przyglądać to coś trzeba zadziałać. Traf chciał, że ochota przyszła z nagła, wieczorem w niedzielę. Zimno, wiatr, zaległe pisma nie napisane, umówiona wizyta u rodziny... NIC Z TEGO. Mężczyzna wyciągnął z garażu sprzęt i piłował, mierzył, ciął, heblował i nie wiem co jeszcz, bo usnęłam. Obudziło mnie  tłuczenie przeciskającego się mojego B. z czymś wielkim, drewnianym, z dachem na pół metra kwadratowego. Z dumą ujrzałam najwięszą na świecie budę dla...w moim mniemaniu na bociana, w jego- na dzięcioła? wróbelka? W każdym razie była bardzo porządna i ładna... i tak sobie pomyślałam, że skoro on miał czas na robótki ręczne, a rodzina dawno zjadła kolację bez nas... to ja chcę tę budę malować. Po chwili uznałam, że mogę też nadrobić zaległości w DECOUpage i...

Oto motyw- liście bluszczu, z papieru ryżowego Stamperii.

Początkowo, liście miały być umieszczone na surowym drewnie i pomalowane lakierem. Niestety powstały dwa problemy. Na niepomalowanej powierzchni bardzo była widoczna granica wyciętego papieru, a wzór się nie "wtopił", co wyglądało sztucznie. Następnie zdałam sobie sprawę, że jak pomażę drewno w niektórych miejscach lakierem to po paru miesiącach budka będzie pstrokata, albo w plamy- drewno nie zciemnieje równomiernie. Wobec piętrzących się trudności postanowiłam delikatnie dorobić tło wokół liści- na zielono. T tak od delikatnego tapowania, przeszłam w regularne malowanie. Trochę tylko zmieniałam tonację zieleni i starałam się zachować strukturę drewna. Następnie przyszła kolej na lakier poliuretanowy- odporny na warunki atmosferyczne! Wracając do samego motywu liści- był celowy. Ptaszki ponoć boją się ostrych kolorów. Ten motylek to tak na przekór...ale jest z boku i malutki:-)

A oto dzieło: aha zapomniałam dodać, że Mężczyzna tak się rozochocił, iż w czasie jak ja walczyłam z DECOUpage, powsała kolejna budka. Tym razem wymiar standardowy...

Mała, daszek i tył dużej pomalowałam bejcą- też odporną na zamiecie i ulewy... Jabłko na foto poniżej do małych nie należy... Budki czekają na powieszenie na kolejny wolny (wbrew calemu światy) weekend...

15:32, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009

Skorzystałam z okazji i zostalam dziś dłużej w domu. A tu dzieją się wiosenne niespodzianki. Zakwitł mój Amarylis:-) Pięknie- na biało-zielono.Szkoda, że tak krótko można się nim cieszyć...Polecano mi 2 lata temu pozbycie się (wyrzucenie) cebuli po kwitnięciu. Postanowiłam się wysilić i ją przezimować zgodnie z zaleceniami. I mam już 3 raz uroczą niespodziankę na wiosnę;-)

Pozostając w tematyce kwiatowej- zakochałam się w Azaliach! Mam już trzecią. Dzień kobiet się opłaca:-) Stoi w "mojej"doniczce:-)

Ostatnio  mam mało czasu na DECOUpage...zaniedbałam nieco moje serwetkowe hobby, kosztem SZYDEŁKA...

Znacie moje perypetie z tym zajęciem. Po stresujących paru dniach prób i błędów (raczej tych drugich) porzuciłam podręczniki i zawierzyłam swojej intuicji. Pragnę przeprosić wszystkie znawczynie tego rękodzieła za to, że nazywam moje dokonania -szydełkowaniem, ale jestem dumna z mojej pierwszej próby dziergania serwetki...Łańcuszkiem oczywiście:-)  Oczywiście foto przedstawia robótkę nieskończoną, a właściwie rozpoczętą, nie wyprasowaną, nie usztywnioną itd. Wszystko co powstaje jest wyłącznie moją inwencją. Może nie za skomplikowaną, ale przecież od czegoś trzeba zacząć! Niemniej jednak już nie mogę się doczekać końcowego oczka!

13:03, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 marca 2009

Mam dylemat, czy moje inspiracje nie podążają w niebezpieczne rejony kiczu?

Może to reakcja alergiczna na antyczno-klasyczne gusta Mężczyzny?

Na foto postanowiłam pogodzić te dwie postawy...tradycyjny platerowany świecznik i moje plastikowo-szklane kryształkowe zawieszki....

Pewnie, że wolałabym, żeby to brylanty lśniły...;-)

A oto mój ostatni zakup na allegro. Był sprzedawany pod hasłem koszyk na chleb. Niemniej jednak dziurki od dołu są niepraktyczne do takiego zastosowania. Prawdę mówiąc , nie mam pojęcia co z nim zrobić? Aktualnie  stoi na kredensie i czeka na swoje 5 minut... Może macie jakiś pomysł?

Tak tematycznie- szydełkowanie dalej pozostaje dla mnie czarną magią...Plączę wszystko jak mogę i nijak nie przypomina to splotów z obrazków!

Poniżej mój ostatnii zakup- segregator z Empiku. Kicz to kicz czy nie kicz?

A nawet gdyby, to na tyle mi się podoba, że nie odpowiem sobie na to pytanie...W każdym razie do serwetek DECOUpage będzie w sam raz!

Na koniec foto z magazynu "Dom i wnętrze" ...jak dobrze pójdzie, za parę miesięcy, moje planowania wnętrzarskie będę mogła zrealizować we własnym pokoju!!!:-)

13:35, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 marca 2009

Tak wygląda mój parapet. To ciąg dalszy spadku kwiacianego. Hiacynty powoli tracą pierwotny urok i zastanawiam się czym je zastąpić?  Osłonki do tulipanków to ( podobno) hit wiosny w Holandii. Są zrobione z surowej sklejki i świetnie nadają się do malowania, zdobienia, DECu i innych działań. Po chwili zastanowienia po prostu je pomalowałam na ecru, uznając to za uniwersalne rozwiązanie. Doniczki obok to metal "upolowany" w Realu;-) Hoduję w nich Amarylisy- białe. Niestety jeden jakoś nie chce ze mną współpracować i wypuścił jedynie długie liście...czekam na kwiat!Jak coś się pojawi, zdam foto-relację;-)

Ostatnio sprawy najwyższej wagi zmusiły mnie do wizyty w rodzinnej metropolii. W sumie dobrze, bo mogłam zacząć realizować swoje szalone pomysły. O tyle szalone, że nie mam na nie czasu. I oczywistym jest to , iż spełniając swoje tęskony i radości "zawalam" to co przyziemne, choć niezbędne. W każdym razie taką słabośc mam i pozwoliłam sobie oskarżyć o to geny babci:-) Niestety nie ma jej już i muszą mi wystarczyć wspomnienia o jej robótkach. Mając 3 dzieci, pracując zawodowo, uprawiając 2 działki, gotując 3 daniowe codzienne obiady- szyła, dziergała na drutach, ukończyła bukieciarstwo, i robiła najpiękniejsze koronkowe serwety na świecie. Niestety z bezmyślności rodzinnej uchowały się jedynie resztki... Będąc nieodrodną wnuczką nie ukrywam, że marzy mi się posiąśc choć częscć jej talentu i umiejętności... Wiedzałam ,że łatwo nie będzie...ale ,że aż tak trudno- też nie!!! Kochana A. pożyczyła mi swoją książkę o szydełkowaniu i co nieco ze sprzętu. Metodą prób i błędów, oglądając po 100 razy obrazki rozpoczęłam naukę. Dobrze, że umiem się z siebie śmiać i dlatego mam odwagę zaprezentować koszmarne pięknego początki.....:-) Najpiękniejsze jest to, że te parę szlaczków zajęło mi ok.5 godzin... , po których zorientowałam się co do sztywności tego wyrobu... Mężczyzna nieśmiało zaproponował nieco luźniejsze nabieranie oczek (ponoć kiedyś zrobił sobie sweter na drutach!!! Zresztą, kto go wie?). Niemniej zaraz zaznaczył, że na szydełku nie umie...

Zaczęłam naukę na grubszej włóczce, ponieważ uznałam kordonek za zbyt niewidoczny. W plątaninie cienkich niteczek nic nie pojmę- co z czym i w co?

Dla zachęty ( i dla inspiracji)  zakupiłam koronkowe   taśmy, pierwsze własne szydełko i kremowy kordonek, na pierwsze super dzieło:-)))

Któraś z koronek posłuży do obszycia białej serwetki ( takiej nieudanej, pisałam kiedyś o feralnych zakupach...)- może coś z niej będzie?

Niesamowite uczucie nostalgii towarzyszyło mi kiedy poczułam szydełko w ręku... babciu- dziękuję.

13:35, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6