moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-
środa, 05 sierpnia 2009
Remont ciągnie się w nieskończoność. Ale powolutku widać jego koniec. Część obowiązków budowlanych spadło na mnie...rzec można sama się prosiła. Czując zacięcie do stolarsko-malarskich czynności postanowiłam samodzielnie wymalować progi, parapety i drzwi. Dwa pierwsze punkty zrealizowałam i niestety zabrało mi sporo czasu...wiadomo lakierowanie, szlifowanie, lakierowanie, szlifowanie itd... Z drzwiami do końca nie wiem- to duża odpowiedzialność...raz nałożona bejca wnika w drewno na wieki i wówczas pozostaje pomalować powierzchnię czymś kryjącym.
Dziś będzie taka zbiorowa prezentacja. Na początek pochwalę się odnowionym krzesłem. Szkoda, że nie zrobiłam mu zdjęcia "przed". Powiem tylko,iż stanowił odwieczny element garażowego składziku i służył do wszystkich brudnych robót. Szlifowałam stare powłoki 3 dni- szlifierką! Diabelskie urządzenie! Wyje i kurzy, ale spełnia zadanie. Następnie resztkami szpachli do drewna uzupełniłam dziury- a było ich mnóstwo. Niestety oparcie wciąż jest pofalowane, ale zamierzam uszyć mu pokrowiec. Całość pomalowałam białą akrylową farbą. Siedzisko zaś zabejcowałam na kolor "ostrężynki". Takie mam słupy w pokoju. To trochę alternatywny wybór bo przypomina nieco spleśniałe drewno. Powiem krótko- tradycjonalistom się nie podoba i muszę się tłumaczyć i znosić z pokorą pytanie- A te słupy to takie brudne zostaną?.... Wracając do siedziska- na bejcę, metodą "suchego pędzla" nałożyłam białe smugi. Na koniec przybiłam koronkę. Teraz czekam na maszynę do szycia, żeby wytworzyć jakieś poduchy.
Kolejny punkt- koronkowy żyrandol. Kicz? Kicz, a owszem, ale zamierzony. Miało być w ogóle kryształkowo. Niestety ceny takich lamp są powalające. Wyszło za to subtelniej. Mam zresztą luźne szklane kryształki, więc na pewno zrobię z nich użytek. Koronkowy klosz prezentuje się oto tak:

Pokój znajduje się się na poddaszu, więc jego elementem jest skos. Ściankę która łaczy się z nim początkowo chciałam zatapetować.... była to emocjonalna reakcja na wizytę w markecie z tapetami;-) Po powrocie wzięłam jednak farbę z łazienki (szaro-błękitna). Postanowiłam pomalować pasy, ale nieregularne. Metodą prób i błędów poprzyklejałam taśmę i wypełniłam ową farbą puste przestrzenie. Efekt okazał się miłą niespodzianką:-) Zdjęcia niestety zażółciły rzeczywisy widok...
Na koniec pochwalę się urodzinowym prezentem od Izy:-) Kiedyś zajmowała się "makramą"- to taka dekoracyjna metoda wyplatania różnych rzeczy ze sznurka. Nota bene zupełnie nie rozumiem, czemu dziś jesy tak mało popularna. Serfując po blogach widać hafty, szydełka, decoupage, a przecież to przepiękna sztuka. Iza zrobiła mi koszyczek na doniczkę. Zasadziłam bluszcz dwubarwny, przykręciłam haczyk i...Teraz powolutku planyję transport mojej kanapy a mieszkania i kolejne przemalowywania mebli:-)
18:23, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 lipca 2009
Wróciłam. Nie opalona, nie do końca wypoczęta, ale trochę "odnowiona" wewnętrznie. Chwilka w miejscu odległym od domu sprawiła, że nabrałam nieco dystansu do rzeczywistości. Niestety lenistwo też zagościło w kościach;-)
Jeżdżę tam od ponad 20 lat. Kiedyś było zupełnie dziko. Teraz ludzie dotarli i tu. Są kolorowe parawany i panie w pareo. Na szczęście parę metrów dalej wciąż można mieć przestrzeń dla siebie.
Dziś chcę podzielić się czymś banalnym, odwiecznym, nieustannym i chyba nieprzemijającym. Zachody słońca żegnają nas co dzień. Są naturą codzienności i tylko okazjonalnie zachwycamy się ich urodą. Nad morzem pragniemy cukierkowych różów lub ognistej kuli topiącej się w tafli wody. Nas pogoda nie rozpieszczała i nie dostarczała obrazów niczym z idealnej widokówki. Zachody były jeszcze piękniejsze, jeszcze bardziej mistyczne, czasem nawet złowrogie, ale zawsze piękne.


15:01, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 lipca 2009

Jeszcze na wiosnę otrzymałam pierwsze poważne zamówienie na komplet decoupage. Stało się to za sprawą wystawionego przeze mnie małego prezentu w postaci zakładki i serwetnika z okazji 1000 gościa na moim blogu:-) O podobny zestaw poprosiła aneladgam  http://lylis.blox.pl/html Swoją drogą mam nadzieję, że droga aneladgam nie masz mi za złe takiego publicznej prezentacji Twoich rzeczy?;-)
Miało być różyczkowo i muzycznie. Obrona pracy a potem nieustający remont niestety wydłużały moment zabrania się za ten romantyczny komplet. Ale oto powstaje:-) Na razie został tylko raz polakiwrowany, więc jeszcze trochę mi zejdzie. Aha, zapomniałam dodać, iż oprócz serwetnika i zakładki są też podkładki pod talerze, podkładki pod szklanki z pojemnikiem i pudełko na herbatę.





Dla większej estetyki łączenia papieru te miejsca są ozdobione srebrną konturówką


Mam nadzieję, że właścicielce się spodoba. Na razie mężczyzna dziwnie wylewnie mnie rano skomplementował, że ponoć zdolna jestem, a nawet kazał ów zestaw prezentować podczas wizyty jego rodziców... fakt miło było, ale nie powinnam się przezwyczajać...;-)   
A tak nawiasem mówiąc, skończyłam dwa dni temu 29 lat. To ostatnie dwudzieste urodziny w moim życiu... Kiedyś czas wlókł się nieublaganie. Od paru lat znacznie niestety przyspiesza...         
poniedziałek, 13 lipca 2009

Każdy ma takie miejsca, taką przestrzeń, w której czuje się sobą. Może usiąść z kubkiem kawy, herbaty, może popatrzeć na świat czy poczytać książkę. Ja mam takich zakątków wiele i sama nie potrafię określić co sprawia, że są dla mnie wyjątkowe.
Za sprawą znalezionej niedawno na targu staroci przepięknej metalowo-wyplatanej etażerki powstał taki kącik na ganku...wśród kwiatów i ich zapachów. Etażerka jest niezwykle romantyczna. Ma ręcznie gięte ozdoby, a półki są wyplecione wikliną bądź trawą.
Oczywiście zaraz wszystko ukwieciłam:-)
Zresztą kwiecia Ci u mnie dostatek;-) Cały ganek płynie kolorami...
To mój letni kącik, gdzie czas na chwilę wstrzymuje bieg...

17:19, pepsione1980 , dom i ogród
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lipca 2009
Kiedyś mama poprosiła mnie o niciak do kompletu storczykowego, który zrobiłam jej na gwiazdkę. Szukałam różnych pudełek, skrzyneczek, przeglądałam allegro i nic ciekawego mi do głowy nie przychodziło. Owszem mogłam przerobić coś używanego, ale nauczona doświadczeniem wiem, że to zawsze wiąże się z masą pracy. Stanęło na propozycji mamy i zakupiłam niciak owy nielakierowany i dziś zabrałam się do pracy:-) Oto efekty:
Całość pomalowałam pastelową orchideą dwukrotnie. Nie jest idealnie pokryta, ale to zamierzon efekt schabby chic:-)

Ciężki mebelek do malowania...przeszkadzają boczne listewki, które są ruchome. Pod wpływem tarcia farba się zciera. Nic na to nie poradzę...robiłam co mogłam i mam nadzieję, że nie popsuje to efektu:-)Listewki najpierw pomalowałam ciemniejszym fioletem. Następnie nieco go zaróżowiłam. Ostatnia warstwa to powrót do pastelowej orchidei, którą w postaci smug nałożyłam metod suchego pędzla.

Całość została polakierowana kilka razy, a na koniec spryskana błyszczącym werniksem.  I tak oto powstał imieninowy niciak dla mojej mamy:-) Bardzo lubię ten motyw białych orchdei. Jest tak delikatny, że postanowiłam nie "upiększac" go żadnym cieniowaniem. 
środa, 01 lipca 2009
Długo nie mogłam się zabrać za skrobnięcie kilku słów. Ale wybaczcie, mam powody, które pokazuję poniżej. 160m całkowitego zjadacza czasu. Na szczęście remont wyczekiwanego poddasza ma się ku końcowi i jak dobrze pójdzie za tydzień fachowcy sobie pójdą (daleko... by się chciało powiedzieć).
Oto część ogólna. Zostanie taka niezabudowana.

odkryta cegła będzie mi przypominać o rodzinnej Łodzi:-)
Z podłogą były przeboje. Miało być tanio i nieuciążliwie...wyszło drogo i za ładnie żeby w butach ze szpilą wpuścić damy... Cykliniarz zaproponował zwykły lakier poliuretanowy. Po pierwszej warstwie, poza tym, że zemdlałam ze smrodu, prawie się popłakałam na widok żółto czerwonych desek. Nic nie zostało z tego uroku drewna. Zmobilizowałam Mężczyznę, a właściwie siebie i przez 20 godzin bez wytchnienia bejcowałam na jasno (na kolanach) dechy (160m!!! pędzelkiem...). Różnica jest widoczna na szczęście:

No i mam wreszcie swój kąt. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Pokój , pracownia, biuro, schronienie...wszystko w jednym i tylko moje:-)
Dziś wygląda nieco inaczej. Słupy mają ciemno szary kolor (spleśniały;-)), a belki są bielone.
W krainie decoupage też co nieco przybyło- ale pokażę później. Pewnie w międzyczasie zaprezentuję przemiany strychu i moje eksperymenty z meblami:-)
11:58, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Nareszcie...czekał na swoją premierę od lutego!!! Przedstawiam osobiste dzieło- KOSZYCZEK NA NAJPYSZNIEJSZY OWOC NA ZIEMI:

Aż trudno sobie wyobrazić zimowy wieczór, kominek i tęsknota za tym urzekającym smakiem. Akurat dostarczono mi zamówioną partię serwetek, kiedy robiąc porządki w kątach, natrafiłam na zabiedzony, zakurzony, uplamiony koszyk na truskawki. Bez dylematów, złapałam nożyczki, farby, kleje i w dwa wieczory powstał prototyp. Dlaczego prototyp? A no dlatego, że w myślach stworzyłam wizję wielkiego wiosennego biznesu np. na allegro... "ja i moje koszyczki na truskawki"... Oczywiście permanentny brak czasu zweryfikował plany.... Na razie cieszę się z tego jednego jedynego, a truskawy smakują z niego wspaniale!!!
piątek, 05 czerwca 2009
Czas na niezrealizowane pomysły nadszedł i trwa... Od dawna marzyłam o kutych elementach przy furtce i bramie. czytając blogi kreatywnych dam dowiedziałam się, że istnieją kleje do łączenia drewna z metalem. Ta informacja otworzyła mi szanse na ziszczenie mych planów. Odwiedziłam Market budowlany, dział z ozdobnymi elementami do balustrad i na podłodze zaczęłam układać różne wzory. Siedziałam tam chyba ze dwie godziny i doszłam do wniosku, że proste rozwiązania są najlepsze. Następnie udałam się na inny dział i miły pan doradził mi w sprawie kleju. Pewna obaw ( o efekt i techniczne trudności) przedwczoraj, pod nieobecność Mężczyzny , z taborecikiem, papierem ściernym, klejem i kutymi wywijasami zaczęłam działać. Na szczęście okazało się, że deski są na tyle grube, że moje ozdoby same utrzymywały równowagę, a więc ominęło mnie godzinne unieruchamianie przyklejonej części. Oczywiście wzór tworzył się ostatecznie podczas pracy. Gdyby ode mnie zależało wybrałabym większość bramy z kutych części, ale jak się zjawiłam w "małym dworku" wszystko było drewniane.
Zaczęłam od furtki. Przypomniałam sobie różne opowieści o tajemniczych ogrodach i takie tam...
Po bokach miały być jeszcze jedne ozdoby, ale zrobiło się za chaotycznie.
Tu pojawił się problem, ponieważ okazało się, iż cztery wywijasy to zdecydowanie za mało, jak na taką wielką bramę i po prostu znikają w przestrzeni... Stąd podjęłam decyzję o uzupełnieniu zapasów i tym sposobem spędziłam w markecie kolejne dwie godziny na układankach... Szczęście w nieszczęściu, że nie mieli takich samych ozdóbek tylko nieco większe, co świetnie zdało egzamin w części środkowej bramy. Z kolei malutkie ślimaczki dołączyły do narożników (miały dodatkowo zdobić środek, ale nie chciały się trzymać;-). W każdym razie wygląda to tak:


Rano zaprowadziłam Mężczyznę "na gotowe" , ale miał zły humor, jak od tygodnia, i stwierdził, że to na pewno się nie będzie trzymało, a jak nawet to ukradną, a w ogóle to jest niepomalowane... mnie tam się podoba i klej wydaje się być nie do pokonania...
14:48, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 czerwca 2009
Czas dochodzenia "do życia" minął i wczoraj wstąpiła we mnie energia tworzenia. I to jaka. Żeby trochę ją rozładować odkurzyłam garaż po fachowcach...a następnie wytaszczyłam pod wspomniany obiekt ławę, którą Mężczyzna przywiózł ze swojego gabinetu. Mebel nieładny, zniechęcający i pamiętający za pewne czasy meblościanek.Niby nogi dębowe, ale kolor przepotworny, taki żółtawo-beżowy. Tapicerka brudna i niezbyt stylowa- poliestrowa tkanina obiciowa sprzed 20 lat! Gdy przygotowywałam się do obrony, w chwilach relaksu planowałam renowację ławy. Tym bardziej, że na różnych blogach panie pokazują różne cuda. Tak więc plany były, czasu za to brakowało. No i nadszedł ten zew twórczy... Oczywiście wcześniej nabyłam potrzebny sprzęt- pistolet (!), zszywki, materiał (nie za drogi, bo nie wiedziałam jak mi pódzie w tej dziedzinie...), i ozdobną taśmę. O narzędziach nie mia;lam pojęcia, ale obsługa Castoramy jakoś mi doradziła. Z instrukcją obsługi "nabiłam" tę tapicerską broń, porozkręcałam oparcie i siedzenie a stelaż, jak wspomniałam zawlokłam pod garaż.  Zapomniałam dodać, że plan był stworzenia mebla w kolorach bieli i szarości by w nadchodzącej przyszłości stanął w mym (jeszcze nie istniejącym) pokoju... Natomiast w trakcie pracy doszłam do wniosku, że mogę spróbować połączyć ciemny brąz drewna z jasnym materiałem, a jak efekt będzie niezadowalający, wtedy przemaluję całość na biało (kryjącą farbą). Tak więc po paru godzinach stelaż lśnił pobejcowany dwukrotnie na "ciemny orzech". Podczas jego schnięcia zabrałam się za obijanie tkaniny. Pistolet dał mi w kość bo nie mogłam go zcisnąć jedną ręką, a gdy robiłam to dwiema, materiał się zsuwał. Ale wypracowałam sposób i całkiem mi zaczęło owe obijanie wychodzić. Problematyczne okazały się rogi, ponieważ trzeba było poskładać tkaninę w harmonijkę- po godzinie też opracowałam sposób. I tak oto dziś rano poszczególne elementy zacxzęłam skęcać. A efekt, chwaląc się nieco, uważam za całkowicie zadowalający:-))) Przedstawiam foto starej ławy:

I "nowej"
A  tu widać  harmonijkę, z którą miałam trochę kłopotu...
Taśma ozdobna (przybiłam ją do boków oparcia) Dziś rano przed śniadaniem, zaczęłam skręcać siedziska...Mężczyzna głodny jak wilk  ze zniechęceniem  zapytał czy mogę się od tego oderwać. Nawet pomyślałam, że może coś z tą ławą jest nie tak, a moja euforia wynika z fascynacji bublem, który sama stworzyłam. Na szczęście okazało się, że po posiłku sam zaangażował się w renowację, wyrwał mi śrubokręt i sam podokręcał co trzeba, po czym stwierdził, że to jest super  i on to chce w sieni jako ławę, a w ogóle to dorobi skrzynkę pod siedzisko na pantofle i coś tam jeszcze mówił i mówił i mówił, a mnie duma rosła;-)))
14:15, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (5) »
sobota, 30 maja 2009
Istnieję i o blogu nie zapomniałam. Po prostu w mijającym tygodniu kończyłam swoją 9-letnią egzystencję w roli studentki. To rewolucja, bo studia były sensem mojego dotychczasowego życia. Co ciekawe po obronie mam wrażenie, że nic się nie wydarzyło, ale teraz zaczyna się coś co nazwałabym odpowiedzialność. No, Karolinko- czas dorosnąć. Nie ukrywam swoich obaw, o tę dorosłość i zapętlanie się w wir pracy... W każdym razie zostałam socjologiem:-) Sztuki:-))))) Z powyższych powodów rękodzielnictwo zostalo na boku mych ostatnich dokonań, ale już się szykuję- chustecznik decoupagowy, i renowacja mebli!!!! Będę walczyć z okropną socjalistyczną ławą...kupiłam pistolet tapicerski, zszywki i materiał...ciekawe co z tego wyjdzie??? Dziś będzie bez zdjęć, bo nie mam siły siedzieć przy komputerze. Jeszcze nie.
12:47, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 maja 2009


Wczoraj Mężczyzna gnał samochodem ze stolicy. Był wieczór i znużony przystanął w lesie. Zobaczył je i zabrał do domu:-)

Tak pachną, że z trudem można zaczerpnąć powietrze w jadalni...
Uwielbiam konwalie od dziecka, kiedy rosły jeszcze na działce pod opieką babci. U mnie jakoś nie chcą, może dlatego, że dostałam sadzonkę od kogoś za kim nie przepadam...
A za oknem też pachnie : na biało i na fioletowo
Wszystko buczy i brzęczy, a w budce "dla bociana" wychowało się 5 szpaków, które wczoraj pofrunęły w świat i .... kukułka. Biedni szpaczy rodzice uwijają się, żeby nakarmić głodnego potworka, który pewnie jeszcze długo nie będzie samodzielny. Nawet nie wiedzą, że adoptowali kukułkę;-) Dla niewtajemniczonych- kukułcza mama nie wychowuje swoich dzieci, tylko podrzuca jaja innym ptakom. Zastanawiamy się z Mężczyzną jak ten mały "kukułek" wylezie stamtąd po odkarmieniu...trzeba będzie ciąć budkę za pewne...
14:44, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (5) »
czwartek, 14 maja 2009

Właściwie od zawsze pociągała mnie fotografia. Świat po "drugiej stronie" zawsze wydawał się inny, może lepszy?
Piękne zdjęcia robił mój tata i wujek, kiedy jeszcze chciało im się wychodzić poza przeciętność codzienności...Sami potem wywoływali filmy, kadrowali, generalnie tworzyli coś od jego początku do końca.
Ja, no cóż...pewnie pozostanę w fazie fascynacji fotografią, bo życie jest za bogate by móc tknąć choć trochę wszystko czego by się pragnęło. Gdybym mogła zajęłabym się chyba portretami. W ludzkich twarzach czasem widać wszystko.

Póki co, w wolnej chwili, gdy urzeka mnie coś wokół, staram się zatrzymać ten moment w obiektywie.


Czasem zwyczajne rzeczy, pod wpływem światła stają się magiczne.

15:26, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (6) »
środa, 13 maja 2009

Dziś zaszaleję z kolorami:-)
bo bratki zaszalały...
A to niespodzianka- miały być białe...a dziś prócz żółtego, bordowy rozkwitł...
A taki arsenał mam na ganku:-) Rododendron z Tesco miał co najmniej 10 pąków...ale oszukanych:-) Wyrastają z nich liście. Za to ten jeden jest imponujący. Nie wiem gdzie go wkopać, podobnie jak klona palmowego, o którym marzyłam całe życie i ...dostała:-) Niestety u nas mrozy siarczyste szaleją całą zimę i wiosnę, a słyszałam, że on do wrażliwców należy. Tak więc spędza sobie czas obok rododendrona
A oto i ostatnia moja uciecha. Zwisająca fuksja. Nigdy takiego gatunku nie miałam. Po zwisających pelargoniach i plamach na płytkach od tysięcy czerwonych płatków, postanowiłam postawić na pastelowe, kwiaty fuksji.Tak w ogóle to jestem trochę zła. W niedzielę odbywały się targi ogrodnicze i zrobiliśmy Z Mężczyzną spore "zielone" zakupy. Na stoisku z fuksjami uparłam się, że chcę dwa różne kolory tych zwisających. Po powrocie okazało się, że drugi rodzaj jest zupełnie niepodobny w formie do tego na zdjęciu i powieszony wygląda fatalnie. Szybko go usunęłam z góry i przesadziłam do starej żeliwnej donicy. Następnego dnia, na szczęście fuksja odwdzięczyła mi się takim wspaniałym pełnym kwiatem, jakiego jeszcze nie widziałam:-) Tak więc stałam się posiadaczką 3 różnych przedstawicielek tego gatunku- wiszącej (ciekawe co się pojawi po rozkwicie pąków?), krzaczastej (piękna!) i na pniu (tu będzie w ogóle niespodzianka, ponieważ aktualnie ma wyłącznie liście).
Czeka mnie więc wyszukanie takiej jasnej do kompletu.
Po mrozach pojadę po kwiaty na okna. Zawsze kombinowałam z różnymi kolorami i wychodziło dość pstrokato. Poza tym pod koniec lipca dopadały je jakieś choróbska. Miałam pelargonie, surfinie, petunie. Zupełnie nie wiem na co się zdecydować i na jaki kolor???

13:07, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (12) »
sobota, 09 maja 2009

Mam dziś imieniny:-) Imieniny Karoliny:-))
Może to niestosowne tak publicznie głosić ten fakt, ale w końcu blog piszę również dla siebie i osobie. Jestem bardzo przywiązana do mojego imienia i prawdopodobnie stąd ta silna potrzeba dzielenia się powyższą informacją;-)
Absolutnie nie oczekuję życzeń, bo i tak najprzyjemniejsze są te od tych co pamiętają- dziękuję I.:-)
Za to dostałam piękne prezent od Małgorzaty haftymalgosi.blox.pl/html,  i una-invitada una-invitada.blog.onet.pl/do których dotarły zakładki (i serwetnik dla Małgorzaty) i chyba się podobają:-)
Na koniec życzę sobie (nieskromnie) dużo sił i wytrwałości w zrealizowaniu najbliższych planów, mnóstwa czasu i energii twórczej i radości, bo nigdy jej za wiele, a wszystkim, którzy to czytają, życzę- zupełnie tego samego:-)))))))
12:58, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (8) »
piątek, 08 maja 2009
To co za chwilę ujrzycie będzie przerażające. A może śmieszne?  Ilość jest przytłaczająca, choć wciąż niewystarczająca... Jestem tylko człowiekiem, więc mam słabości, które stały się miłością. Wiem, to nieco skomplikowane. Chodzi o to, że post ten jest dla mnie ważny, bo tyczy się istotnego elementu osobowości. Krótko mówiąc mania kolczyków dopadła i trzyma mnie od lat.
Nie mogę normalnie funkcjonować, bez zwisającego czegoś z ucha. Łóżko również dzieliłabym z kolczykami, gdyby nie bolesne tego skutki...Przez czas jakiś liczyłam dobytek, lecz stało się to zajęciem irracjonalnym. Początkowo dokonywałam zakupów w przeróżnych zakątkach Europy (co czynię nadal), lecz decyzja o własnoręcznym uzupełnianiu zapasów sprawiła, że zyskałam nieograniczone możliwości gromadzenia... Tworząc blog byłam przekonana, że temat wytwórstwa kolczyków stanie się dominujący i podstawowy. Ostatnio jednak zaniechałam tego hobby, ku żalowi pewnych duszyczek...
Wracając do manii zwisania- początkowo nosilam delikatne co nieco, z czasem kolczyki stawały się dłuższe i wyrazistsze. Dominują czarne i mosiężne, choć ich klor dopasowuje do nastroju. Może to próżność, ale wydaje mi sie, że czasem warto mieć coś, co staje się twoim wyróżnikiem. Oczywiście o kwestiach osobowości, inteligencji, charakteru nie należy dyskutować;-)
Dla pewności dodam- te na zdjęciach, to nie wszystko...
PS. Wpis dedykuję Ani, której zbiór kolczyków znacznie przewyższa przeciętność, a także moją dotychczasową kolekcję:-)
czwartek, 07 maja 2009

Zwieńczyłam swe dzieło;-) I teraz uszczęśliwiłam nim stolik nocny Mężczyzny (nieco za pewne na siłę...). Wczasie wielkanocnej sjesty zabrałam się za wzór znaleziony właśnie w gazetce świątecznej. Miał być super prosty, dla niewtajemniczonych...No cóż,widać porzeczka dla twórczości społeczeństwa jest umieszczona wysoko. Krótko mówiąc- łatwo nie było. Za to co nieco się nauczyłam:-)

Odkryłam, że lubię ażurowe, koronkowe brzegi i w miarę regularne puste miejsca.

Oczywiście nie chciało mi się upinać przed suszeniem tych wszystkich pikotków, i po prostu rozprasowałam caość...stąd podwinięte brzegi.  Ale w sumie efekt na tyle mnie zadowolil, że ochoczo zabrałam się do następnego projektu, który ukończę za pewne...za kilka miesięcy...to taki obrusik, rzec można (120cm...)

14:33, pepsione1980 , dom i ogród
Link Komentarze (7) »
środa, 06 maja 2009

Zeszłe wakacje bardzo zapadły w moich myslach i sercu.

Gorąca Toskania- zapach słonecznych pomidorów, smak różnorodnych serów ( w tym rozpływajacej się w ustach gorgonzoli!), soczystych oliwek i wina, w otoczeniu strzelistych cyprysów , a wieczorem śpiewy cykad...Tam, świat warto poznawać za pomocą węchu, smaku i dotyku. Choć widoki też pozostają niezapomniane.

Pamiętam wąziutkie uliczki i kamienne ich mury rozgrzane od palącego słońca Powietrze mialo lekko żółtawy odcień toskańskiego piachu

Na moście tym można zobaczyć najdroższe wyroby jubilerskie świata, wystawy lśnią , lecz trudno je dojrzeć przez tysiące głów tłumu. Prawdziwe transakce zawierane są na zapleczach tych sklepików, zwieszonych nad wodą.

Długo mogę wspominać i opowiadać, bo Italia weszła w moje wnętrze głęboko, szczególnie jej niezadeptane fragmenty. Dlatego postanowiłam cząstkę tych widoków i smaków pozostawić na DECOUpażowej zakładce do książek. oto wspomniane pachnące oliwki wloski but: Druga strona: Ciągnące się po horyzont winnice: oto Italia:

Skoro post jest o podróżach to i zakładka zwiedzi świat. Powędruje do Szkocji, do miłośniczki tamtejszych zamków i książek wszelakich (una-invitada:-)) Może i do Toskani się wybierze?

niedziela, 03 maja 2009

Właściwie wielokotnie zdawało mi się, że szalenie dobrze czułabym się, żyjąc w XIX/XX w. Może to piętno mojej mamy, którea zawsze ubierała mnie i czesala NA grzeczne dziewczątko z dobrego domu, ewentualnie panienkę z pensji dla dziewcząt. I tak pielęgnowałam w sobie taką wewnętrzną nobliwość i cechy, chyba już niegdysiejsze. Może stąd zamilowanie do szydełkowych serwet, aksamitu i dobrych manier.

Dzieś Mężczyzna pojechał sobie w Polskę, a ja zostawiona sama sobie, wpadłam na pomysł uwiecznienia swego wewnętrznego "ja" poprzez cyfrową technologię:-)))

Ciekawe jak wyglądałby długi weekend 200 lat temu?Czasem czuję się jak bohaterka "Godziny pąsowej róży"...

15:39, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (7) »
piątek, 01 maja 2009

Dostałam taki piękny prezent od iwiki http://iwika2502.blox.pl/html:-)))

Cieszy najbardziej na świecie, bo to pierwsze takie wyróżnienie. Obiecuję nie przynieść wstydu:-))))))

Rozumiem,że teraz kolej, abym to ja przyznała zielony upominek, co będzie bardzo trudne, zważywszy na kreatywność blogowiczek:-) Wlaściwie to niewdzęczne zajęcie, bo lubię zaglądać w przeróżne miejsca i w każdym z nich odnajduję piękne inspiracje. Tak więc pozwolę sobie rozdać wyróżnienie wszystkim, do których ja zaglądam i którzy odwiedzają również mnie:-)))Zapraszam po odbiór:-)

A teraz chwila napięcia... Dziś losowałam zestaw serwetnikowo-zakładkowy:-)

Najpierw stworzyłam listę osób, które zostawiły ślad pod notką, nadałam im numerki, wrzuciłam ponumerowane karteczki  do koszyczka i ....wylosowałam numerek 14 (malgorzata-p17).Proszę przesłać mi dane do wysyłki na maila pepsifive@wp.pl i zaraz po weekendzie pospieszę na pocztę:-) Mam nadzieję, że będzie się podobało:-)

PS. Aneladgam- oczywiście zrobię Ci taki serwetnik, jeśli chcesz. Też w razie czego pisz na maila.To znaczy zrobię każdemu, kto wyrazi taką chęć. Proszę pisać na maila.

PS2.una-invitada! w ramach stałych, przemiłych odwiedzin chciałabym zaproponować Ci zakładkę z bliżej nieokreślonym wzorem:-)

11:51, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (4) »
środa, 29 kwietnia 2009

Niedawno, przy okazji fotografowania moich blaszaków, zajrzałam do ich środka. Zrobiło mi się cieplo na sercu, bo zobaczyłam kilka naszyjników i zawieszek, z którymi łaczą mnie szczególne sentymenty...

Zacznę od dwóch, które sporo lat temu podarowała mi Iza. Zasze starała się wybrać coś szczególnego, co pokocham od pierwszego wejrzenia.Ten ma secesyjny urok. I mimo połysku, jest bardzo prosty.

Zatopiony kwiatek, zapewne w żywicy, był niedoścignionym marzeniem. Kiedy Polska otwierała się na Zachód, otwarto w moim mieście cudowny sklep z biżuterią, jakiej dotąd nie było. Chodziłam tam z I. podglądać nowości:-) Ceny odstraszały , ale urok rzeczy magnetyzował. Do kompletu są malutkie kolczyki z kwiatuszkami.

Ten związany jest z okresem mojego młodzieńczego buntu, potarganych włosów, dreda, glanów i poszarpanych grungowych ubrań i muzyki. Sklepy z rzeczami rodem z Indii stanowiły moją mekkę, gdzie udawałam się z pielgrzymką po biżuteryjne "coś". Tak słodko teraz wygląda...

Kolejny wiąże się z odkryciem u siebie pragnienia posiadania pereł. Marzenie to zrealizowała moja mama parę lat później. Za to do dziś uważam, iż każda prawdziwa kobieta powinna posiadać taką klasykę, bo to nieprzemijające piękno...

Na koniec przedstawiam zawieszkę, która kiedyś była pierścieniem. Bawiłam się nim jako dziecko, wyobrażając sobie świat rodem z "Arabelli". Był wielki i zawsze mi spadał, a po latach po prostu pękł. Zaniosłam go do jubilera, który przerobił go na zawieszkę. Nigdy nie miałam jej na sobie... Może znów spróbujęnadać mu charakter pierścienia, bo mogłabym cieszyć się nim na codzień.

13:31, pepsione1980 , ja
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6