moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-
Blog > Komentarze do wpisu

leżaki, noga i motyl, i takie tam 30-te urodziny...

Dziś będzie o skrzydlatym gościu, co to zwiewał na widok kwiatków. Za to moje stopy obdarzył szczególnymi względami przez prawie półtorej godziny. Za pewne byłoby dłużej, gdyby krew  nie odpłynęła z moich nóg z powodu niezmieniania pozycji ciała. Otóż przyleciał motyl, ładny bardzo (jak widać) i chyba nieco nie doświadczony życiowo. Zaczął wizytę od uporczywego siadania na głowie Mężczyzny. Po chwili, postanowił przenieść się na mój biust w kwiecistym kostiumie kąpielowym. Pospacerował trochę, pomyślał i postanowił udać się na czubek mojego dużego palca u nogi. Żeby nie było, w tym czasie pękaliśmy ze śmiechu, ponieważ przez nieuwagę natknął się na prawdziwego kwiatka. Tak się wystraszył, że ledwo uciekł i drżącymi skrzydlami osiadł na moim paluchu.Od razu z góry prepraszam za stan mojego lakieru do paznokci, lecz nie przypuszczałam, że trafi się taka motyla sesja. I tak gość nasz maszerował i podfruwał i chodził i podskakiwał. Z góry na dół przez ponad godzinę. Ale mi się fetyszysta kobiecych stóp trafił:-)))

Po tak uroczym poranku nabrałam chęci do działania. Od 2 lat mamy leżaki z marketowej wyprzedaży. Miały być na sezon, ale jakoś tak się do nich przywiązaliśmy. Niestety po srogiej zimie i po złym ich traktowaniu wyglądały tak. Sama rozpacz. Podarte, uchlapane przez fachowców tynkiem i smołą. Na foto oczywiście Lolka, która zawsze wepchnie się na pierwszy plan.

Leżaki stały biedne w naszych ruinach i za pewne by zmarniały do reszty, gdyby nie hasło ze strony Mężczyny na temat nowego obicia. Nie powiem, zapaliłam się, bo jak lato idzie to rzucam obowiązki i naprawiam różne rzeczy. Przy okazji wizyty w mieście wstąpiłam do IKEA i po go godzinie grzebania na stoisku z materiałami wybrałam takie coś To bardzo grube bawełniane płótno z motywem (chyba) owoców, ale nie wiem czemu kojarzy mi się z oliwkami. Trochę ma za dużo bieli, bo po przymierzeniu już oczyma wyobraźni widzę te plamy po sezonie...... Dzień był upalny, więc wyciągnęłam maszynę na ganek i całkiem miły kącik krawiecki mi się zrobił. Niestety, żeby tak pięknie nie było, masakryczne okazało się zdejmowanie starego materiału. Tandetne chińskie śrubki za nic nie chciały się odkręcać, ale chcieć to móc i w końcu mi się udało. Do tego wpadłam na pomysł przy pierwszym leżaku, że naszyję nowy materiał na stary (by się nie wypychał). Niestety nie przewidziałam, że moja cud-maszyna nie przeszyje tak grubego materiału. W efekcie złamałam 3 igły. Z drżącą ręką zabrałam się za szycie drugiego leżaka. Ale zamiast starego podkładu dałam płótno lniane. Tym razem nawet się udało. Na koniec zostało skręcanie. Koszmar po raz drugi; ukręcone gwinty, poranione dłonie, itd. Wieczorem, po całym dniu usiadłam na nowym leżaczku, ale po minucie uciekłam do domu, bo komary zjadły mnie żywcem. Za to nastepnego dnia usłyszałam piękny komplement od moje ˝prawie sywagierki˝: o, widzę, że kupilicie nowe leżaki. Jakie ładne...

I tu dochodzę do tematu gości i sobotniej imprezy. Miało być dość spokojnie, zaprosiłam mamę i jej męża z okazji po pierwsze- moich urodzin czwartkowych, a po drugie- żadko do mnie przyjeżdżają. jeśli jestem przy urodzinach to dopadnie mnie 30-tka. Jakoś nie wiem co o tym myśleć. Niby mało, a dużo. Na szczęście jak do tej pory nie mogę narzekać na jakieś przedwczesne starzenie, generalnie chyba się trzymam. Ale to zawsze zmiana "kodu" przed nazwiskiem, jak mawia jedna z moich koleżanek. Trochę mnie to strsuje, bo dorobku życiowego nie mam za bogatego.: mąż-0, dzieci-0, wciąż studiuję (bo doktoranckie to też studia), i jakoś tak mnie cały czas coś gna. Niby staram się ten dom stworzyć, ale w głowie mam lęk przed odpowiedzialnością. Czasem to bym się złapała maminej spódnicy... W każdym razie poprosiłam Mężczyznę abyśmy ten dzień spędzili w moich kochanych Tatrach. Gdzieś na szlaku Zachodnich. Bo kocham to miejsce i to moja prywatna manifestacja, że wcale ze mnie taki ramol nie jest i dam radę. Wiem to śmieszne, ale ja jestem poddatna i wrażliwa na zmiany życiowe. Oczywiście drugiego powodu nie podaję do wiadomości męskiej. Wyjeżdżamy jutro, a wracamy w niedzielę. I to chyba tyle z naszego urlopu będzie. mam nadzieję, że uda mi się dowlec szampana (małego) i świeczki (3) na szczyt np.Wołowca. U mamy zamówiłam sobie prezent. Pióro- takie burżujskie, markowe, ze złotą stalówką. I z wygrawerowanym czymś od niej. Od dziecka uwielbiam pisać, i kocham takie rzeczy. Tak więc mama przyjechała wręczyć mi owe pióro, bo w dniu urodzin będę gdzieś w górach. Natomiast Mężczyzna wymyślił, że dla lepszego image imprezy przywiezie swoją mamę i zaprosi brata z żoną. I tak ze skromnego luźnego spotkania zrobiło się przyjęcie. Dobrze, że moja mama mi pomogła, bo strasznie się zestresowałam. Nienawidzę gotować, nienawidzę przyjmować gości na przyjęciach, nienawidzę..... To wada, ale tak mam. Njchętniej zaprosiłabym wszystkich i pozwoliła na samoobsługę. Niestety jak to bywa- nie wypada. No i była pomidorowa, deski serów i suchych wędlin, salatka z rukoli, salatka z mozzarelli, szaszłyki z grilla i ciasto... Na obrazku wyglądało na przyjazne kucharzom. Niestety pieczenie bezy i ubijanie śmietany w 30 st.C okazało się karkołomne. Na szczęście jako tako się udało.

Po 4 godzinach połowa sobie pojechała, a my w czwórkę wsiedliśmy na rowery. Ten pomysł uratowal mi życie. Pęd powietrza i zapach lasu ukoił mój stres kucharski;-) Po wycieczce dostałam pióro, ale z zastrzeżenie, żemogę otworzyć dopiero 15 lipca. Tak więc chwalić się będę po powrocie. Za to niedzielę miałam pracowitą. Skansen w Sieradzu i badania do projektu na temat obyczajów ludzi z małych tradycyjnych społeczności. Tam natknęłam się na wycinanki sieradzkie. Chyba spróbuję.....:-)

Pozdrawiam z upalnego dworku:-)))

 

wtorek, 13 lipca 2010, pepsione1980

Polecane wpisy

  • miłość na kolorowo

    Wczoraj i dziś świeciło piękne słońce. Takie zimowe i moźne. I nie wiem czy chciałam trochę wychłodzić palce, czy zatęskniłam za robieniem zdjęć, czy też dzień

  • Top 10 of my life...

    Dziś rano otwierając bloga przeczytałam zaproszenie od Agi z Oaza Bardzo to miłe, tym bardziej że tyczy się pozytywnych aspektów życia- czyli tego co lubię. Cho

  • Brzydcy- piękny tekst, piękna muzyka...

    Usłyszałam to niedawno, po wielu latach. Świat jest brzydki, ale piękny czasem.... czasem nawet bardzo. Aż łza ciśnie się do oka... http://www.youtube.com/watch

Komentarze
Gość: MariaPar, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/14 06:03:47
Wszelkiej pomyślności życzę ! 30 lat, wspaniały wiek dla kobiety. Świadomość własnej wartości, gorący czas aktywności zawodowej. Wydaje się, że świat należy do Mnie.
Cudownych chwil w górach !
Pozdrawiam
-
2010/07/14 08:55:01
dziękuję:-)
-
2010/07/14 11:23:30
Życzę 100 lat!!!! I dalszej twórczej pracy :)
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/07/17 09:22:30
pepsione, a coz to za glupie do kwadratu statystyki:O? sukcesy w zyciu mierzy sie posiadaniem malzonkow, badz dzieciakow??? wydaje mi sie, ze przesiaklas polska mentalnoscia do cna, gdzie kazda kobieta musi uczepic sie nogawy, bo podobno sama nie jest nic warta, a potem to juz tylko produkcja potomkow na szeroko zakrojona skale, bo co ludzie powiedza. dla mnie wiekszym Twoim sukcesem jest to, iz potrafisz zrobic cos z niczego, bo dla wiekszosci matek- polek to czarna magia, dla nich magia nad garami sie odbywa, gdzie spedzaja wiekszosc zycia.
a teraz powaznie, wszystkiego naj;lepszego !!! trojka przed nazwiskiem nic nie zmienia, absolutnie nic, bo przeciez nie zestarzejesz sie natychmiast:) i nie zmieniaj sie, bo isc pod prad to sztuka prawdziwa, a nie z pradem, bo to diablo latwe jest.
-
Gość: anusja95, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/07/29 13:46:17
sto lat!!!! Ja ciągle czytam ;)) Dziś to sie "podnieciłam" ze kawałek waszego dworku ujrzalam, a tak dokladnie "werande" ;)) śliczny nowy-stary leżak :)) Pozdrawiam Ania
-
2010/08/11 21:53:51
Jakoś mi umknął Twój pościk! Spóżnione ale bardzo serdeczne życzenia urodzinowe przesyłam.
Piękne leżaki!
Pozdrawiam serdecznie
aga-oaza.blogspot.com/
-
Gość: , 109.76.206.*
2011/09/20 22:45:32
To zdjęcię motyla jest boskie...a obdrapany lakier...hmmm :) chyba dzięki temu jest wyjątkowe....takie doskonałe z niedoskonałym ;p Pozdrawiam :)
-
2011/09/22 00:28:03
no tak wszystko w przyrodzie musi mieć równowagę;-) Ying i Yang...
Pozdrawiam!