moje małe inspiracje...trochę twórczo i codziennie:-
Blog > Komentarze do wpisu

c.d małego kryzysu w Małym Dworku...

Bardzo Wam dziękuję za trochę otuchy, rady doświadczonych, mądrych kobiet. To oczywiści nie tak , że jestem tyranizowana, że tylko ja się męczę z życiem, że Mężczyzna za piłką biega podczas gdy ja szoruję podłogę na kolanach. Jest człowiekiem, którego kocham i on mnie kocha, dużo mi daje ciepłych chwil i rzeczywiście ciężko i odpowiedzialnie pracuje. A ja,Jak każdy mam wady: brak organizacji, trochę lenistwa za skórą, wolę przyjemności od obowiązków, nie znoszę gotować (choć w weekendy to robię+ wszystkie śniadania i kolacje) ... jednak po prostu przychodzi czas kiedy nie potrafię poskładać wszystkiego w całość, kiedy pomimo moich wysiłków jestem ganiona za nicnierobienie. Spotykam się z zarzutami, że zarabiam marne grosze, własciwie wcale, i na nim spoczywa cała odpowiedzialność. Boli mnie niedocenianie tego co zrobiłam, a podkreślanie tego czego nie zrobiłam. Buntuję się na niezdawanie sobie sprawy z ogromu przestrzeni do oporządzenia i zupełnego niezrozumienia, że ja nad tym nie panuję. Boli także umniejszanie roli moich obowiązków, studiów dokt. (no bo to przecież jak studia...nic nadzwyczajnego, wielu to przechodzi), realizacji pracy doktorskiej ( no przecież trzeba tylko trochę poczytac, coś tam ponagrywać z ludźmi, coś tam popisać ...), zajęć ze studentami ( on kiedyś prowadził i wcale trudno nie było...), remontów domowych ( przecież to lubię, a właściwie to dlaczego belek pod sufitem nie wyczyściłam z pyłu i nie zaimpregnowałam od pół roku??)... Boli ten brak zrozumienia z jego strony, że praca intelektualna w domu to też praca i też bardzo męcząca, że nie da się przełożyć 8h w biurze na 4h czytania publikacji naukowej, bo to czasem jest jak 12h pracy a czasem jak pół. czasem przez tydzień brak jest materialnie istniejących efektów moich wysiłków i nie potrafię udowodnić jak wiele przez te dni zrobiłam. On wchodząc do domu oglasza ilu pacjentów przyjął, ile godzin pracował i ile miał opłat. Mojego życia zawodowego nie da się tak przeliczyć.
 Mężczyzna nie ma kiedy mi pomóc, ponieważ prawie cały czas siedzi w pracy.  Niestety kiedy jest, potrafi przewrócić przestrzeń do góry nogami. nie potrafi zrozumieć, że odnoszenie na miejsce powywlekanych przedmiotów to moje godziny i kilometry przechodzone po domu... a w tym czasie mogłabym sprzątać pajęczyny. W psychice to On zadecydował, że dom będzie na mojej głowie, bo w jego życiu jest więcej trudniejszych i cięższych rzeczy.  Oczywiście będę się buntować, będą walczyć o własne ja, o czas na przyjemności .Natomiast duża różnica wieku między nami sprawia, że on jako człowiek raczej się nie zmieni... Dziękuję za ciepłe słowa. kryzys pewnie zaraz minie:-)
PS dziś uszyję poduchę,a co!!! .....odkurzę 200mkw, zmyję mopem 200mkw, opróżnię zmywarkę, zrobię pranie, poskładam pranie i poroznoszę, przyniosę drewno i napalę w kominku, pochowam porozwlekane rzeczy różne, zrobię kolację. Z analizą projektu badawczego i streszczeniem problemowym Raportu Komisji Europejskiej za pewne nie zdążę......
wtorek, 09 marca 2010, pepsione1980

Polecane wpisy

  • miłość na kolorowo

    Wczoraj i dziś świeciło piękne słońce. Takie zimowe i moźne. I nie wiem czy chciałam trochę wychłodzić palce, czy zatęskniłam za robieniem zdjęć, czy też dzień

  • Top 10 of my life...

    Dziś rano otwierając bloga przeczytałam zaproszenie od Agi z Oaza Bardzo to miłe, tym bardziej że tyczy się pozytywnych aspektów życia- czyli tego co lubię. Cho

  • o wszystkim po trochu, o smutku, radościach i codzienności.

    Mało mnie tu. To znaczy bywając zaglądam do innych blogów. Natomiast pisanie sprawia mi problem. A im dłużej nie piszę, tym ciężej jest zacząć. To też wina zaję

Komentarze
2010/03/09 15:43:37
Nie daj się. Nie daj sobie wmówić, jaka to odpowiedzialność na nim ciąży. Tralalala!


Aha i zapraszam do siebie poradynazdrady.blox.pl/html

-
Gość: MariaPar, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/03/09 17:55:52
Nic Nikomu nie musisz udawadniać ! Właśnie dzisiaj taka, mała spontaniczna bumelka !
Przyjemność tylko taka dla Siebie ! Życie to nie tylko praca zawodowa. Małe radości. Może łatwo Mi mówić, bo mam w domu człowieka bardzo zapracowanego
ale przede wszystkim partnera. Pozdrawiam cieplutko
-
Gość: , 62.218.249.*
2010/03/09 18:24:55
Masz racje, stwierdzajac ze w tym wieku juz sie nie zmieni, w tym tkwi chyba caly problem ze pewnie robilas to latami czy przez dlugi czas, a teraz kiedy jest Ci ciezko (bo nikt nie staje sie mlodszy) on nie potrafi sie z Toba solidaryzowac, no bo przeciez bylo kiedys lepiej czy inaczej czy jakos tam ale nie tak jak teraz. Byc moze i Twojej winy tez odrobinke w tej sytuacji jest, wlasnie z ww. wzgledow.
To przykre ze ktos wymawia nam ile zarabia i ze wiecej wnosi w domowy budzet, tak to juz jest wszedzie, ze jeden zarabia wiecej a drugi mniej, z reguly jest to kobieta.
Takie stwierdzenie bardzo by mnie bolalo. Uwazam ze to niesmaczne i dla mnie przekresla kazdego mezczyzne od razu.
Dlaczego mezczyzna przyjmuje z gory ze kobieta musi tez dobrze zarobic, ona nic nie musi, a jezeli to robi zeby pomoc glowie domu i odciazyc go, to powinien to przyjac z zadowoleniem.
Czuje ze jestes rozgoryczona i chyba tez zraniona i nie mam pojecia jak Ci pomoc, ale ja bym postawila na swoim i wyjechala, zostawiajac wszystko tak jak jest. Niech sobie sam robi choc przez tydzien, byc moze zrozumie ze jestes czlowiekiem a nie robotem i ze z Toba jednak mial swoje wygody...
Pozdrawiam cieplo
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/03/09 19:46:19
ja bym i tak powiedziala, dbaj sama o siebie. jesli Ty nie zadbasz, nikt za Ciebie tego nie zrobi. mysl o sobie wiecej, niz myslalas. i musisz umiec byc egoistka w zwiazku. mi bylo sie ciezko tego nauczyc, ale juz umiem chyba troche. buzka.
-
2010/03/10 09:06:18
Nie daj sie kochana.Pomyśl o sobie.
Wiem,że w małżeństwie trzeba iść na pewne kompromisy ale jakieś granice muszą być!
Pozdrawiam Cię serdecznie
aga-oaza.blogspot.com/
-
2010/03/11 13:09:40
Kochana Pepsi, przyjedź do mnie na kawę, bo chyba obydwie jesteśmy w kłopocie. Też załapałm strasznego doła. I to bynajmniej nie dlatego, że brakuje mi całusów i pochwał. O nie. U mnie jest dokładnie odwrotnie. Całusów i komplementów moc. I to codziennie, ba, nawet parę razy dziennie. Ale zamiast jednej zmiany całusowania i komplementowania chciałabym usłyszeć: "Kochanie, w tym miesiącu ty się nie martw o pieniądze, ja wszystko załatwię. Załatwię zlecenia, porozmawiam z klientami, powysyłam oferty etc. etc.". Ale nie, ja wyszłam z kolei i małego synka mamusi. Mamusia wszystko robiła za synka. Wiązała mu buciki chyba nawet do czwartej klasy. Tak więc mam jak mam. I też kocham tego drania i sama urabiam sobie ręce. Tylko, że już optymizmu brak. I chęci gdzieś odeszły. I tak się ostatnio spowolniłam, że nic mi się nie chce. Nic a nic.
Całusy gorące.
-
2010/03/11 15:16:54
Kochane jesteście, wszystkie bez wyjątku:-) MariaPar dziękuję, troszkę Ci zazdroszczę, że znaleźliście taki złoty środejk między odpowiedzialnością, pracą, płcią i partnerstwem....
AAg.aa dziękuję za zmotywowanie do walki o własne ja:-)
Una, wiesz co jest najśmieszniejsze, że zarzut o mój egoizm szłyszę najczęściej...Może powinnam na niego zasłużyć????
Savannah, masz rację. Twoja analiza jest trafiona- problem jest taki, że przez lata próbuję sprostać jego oczekiwaniom, lecz w momentach mojego buntu, nagle rodzi się problem. i pojawiają się zarzuty z męskiej strony... Masz rację, to boli gdy pojawia się wypominanie niezarabiania, tym bardziej, że nie mogę nic w tym względzie zmenić- mój zawód contra jego zawsze będzie na bardzo przegranej pozycji... Co do wyjazdu, a owszem, czymiłam takie próby- było jeszcze gorzej i prawie się rozstawaliśmy. "Jeśli mi tak źle, jeśli go zostawiam już w ogóle zupełnie samego to znaczy, że go nie kocham", do tego Męźczyzna twierdzi, ze w pojedynkę zupełnie dobrze radzi sobie z domem ( a w rzeczywistości dom wygląda jak po tajfunie- wszystko powyciągane z szafek, pełno brudnych naczyń, b rudne pranie, a to co wyprane jest w opłakanym stanie itd. Jedna z jego betonowym charakterem nic Go nie ruszy... A ja Go po prostu kocham. A dziś juź mi lepiej:-) Pozdrawiam
Droga Bnorbert, chyba jest Ci ciężej i myślę, że to trudna sprawa. Mojemu Mężczyźnie rodzice pastowali buciki i on do tej pory wspomina to z rozrzewnieniem... dając to jako przykład miłości w rodzinie. Dla mnie to potworne, biedni rodzice zamiast czerpać radość z życia poświęcali wszystko synom. A teraz, gdy oni zajmują się swoimi sprawami, mama nie umie znaleźć sobie nic interesującego w życiu. Za to Mężczyzna próbuje zwyczaje swego domu rodzinnego forsować w naszym. Ja jestem 23 lata młodsza od niego, wychowała mnie kobieta nowoczesna, pełna energii i własnych zainteresowań. Dlatego wybuchają między nami bomby niezgody o światopogląd... Rzeczywiście cięźar odpowiedzialności jaki na sobie dźwigasz chyba potrafi przygnieść do podłogi. Tak to już jest, że kocha się nie za coś, ale pomimo tego. Mnie dziś jest duuuużo lepiej i powoli odnajduję w sobie spokój. Pewnie do następnego razu. A na kawę chętnie się kiedyś spotkam;-))))